Otóż kiedy dziś rano wstałam, miałam wrażenie, że nie zdążę zrobić sobie śniadania. Było mi słabo, wszystko podnosiło mi się w żołądku (choć nic w nim nie było). Zjadłam jakoś to śniadanie i spokojnie siedziałam z nadzieją na poprawę, która nie nastąpiła.
Co mnie zmartwiło to osłabienie i szybkie bicie serca. Miałam po śniadaniu cukier 108, nie wiem, ile musiałam mieć przed śniadaniem, ale chyba mało, że było mi tak słabo. Ciśnienie zaś miałam 110/70, ale puls już 105. Potem puls obniżył się do 95. Zjadłam trochę znowu, ale ciągle męczyło mnie uczucie tego, że jest mi niedobrze... Poza tym czuję się strasznie słaba w mięśniach... Zamiast iść na wykłady, spałam cztery godziny i wcale nie jest lepiej. Po wypoczynku puls 113. To chyba NIE jest normalna rzecz. Poza tym nadal jestem osłabiona.
Poza tym mam podwyższoną temperaturę ciała, około 37 stopni. Co chwilę się spocę zimnym potem i jest mi ogólnie co jakiś czas zimno...

Może to jakaś jelitówka? Albo się zatrułam? Jadłam wczoraj pizzę...
Poza tym od dwóch vtygodni przyjmuję antybiotyk doksycyklinę
Od czwartku miałam lekki katar, ogólnie przeziębienie...
Spóźnia mi się miesiączka (w ciąży na pewno nie jestem).