Witam, postaram się streścić zaistniały problem.

Dziś w nocy ok.3 może 4, mój narzeczony zaczął wymiotować oraz miał mocną biegunkę. Nie zdarzyło się to raz, ani dwa, ale kilkanaście razy, o godzinie 8 gdy już był naprawdę wyczerpany i nie miał już co z siebie wyrzucić zgodził się zawieść do lekarza internisty. Pani doktor powiedziała, że narzeczony jest bardzo mocno odwodniony i osłabiony, miał również niskie ciśnienie (90/70) i temperaturę 37,5; zleciła zastrzyk przeciwko wymiotny i wszelakie elektrolity, probiotyki oraz lekkostrawną dietę.

Po powrocie do domu ok. godziny 10 wziął wszystkie zalecony leki i położył się spać. Wymioty ustąpiły ale biegunka nie, jest rzadsza ale nadal. Temperatura podniosła się po śnie do 38,3 więc podałam pyralginę. Po godzinie temperatura podniosła się do 38,6. Podałam tym razem tylko pół pyralginy i temperatura po godzinie zeszłą do 38 stopni.

Ale co mnie martwi... jest prawie 23 a on nadal jest bardzo słaby, jadł dwa niewielkie posiłki bo twierdzi, ze "nie może jeść" wiec zrobiłam mu taka papkę z ryżu, marchewki i mięsa (wszystko ugotowanie, praktycznie nie przyprawione). Temperatura znowu podniosła się do 38,5, a że minęło już kilka godzin od pyralginy i jadł posiłek to dałam mu dwa paracetamole (apap 500). Martwie się gdyż nie wyglada mi to na "zwyczajną jelitówkę" gdyż jest naprawde bardzo słaby i caly czas senny.

Co powinnam zrobić, zabrać go spowrotem do nocnej przychodni, poczekać do rana? Z góry dziękuję za jakąkolwiek poradę.