Witam,
Od jakiegoś czasu mam problem z okropnym piskiem w głowie. Pojawił się on przez moją głupotę. Z dwa miesiące paliłem dopalacze, potem rzuciłem to świństwo, kiedy po ostatnim spożyciu miałem takie zaburzenie układu nerwowego, że aż zaczęło mnie rzucać na łózku. Od tamtej pory minęły jakieś 4 miesiące, do tego już nigdy nie wróce na pewno. Ale tak jak mówię, problem pisku w głowie został. Pojawia się on tylko wtedy kiedy jest cisza i kiedy sobie o nim przypomne. Jak nie myślę o nim to go nie ma, wystarczy, że sobie tylko o nim przypomnę. Ktoś napiszę, żebym o tym nie myślał, ale ta myśl po prostu się sama pojawia, nie wiem skąd i jak tylko się pojawi, to już wiem, że zaraz będę miał masakrę na wysokiej częstotliwości w głowie. Wtedy muszę włączyć jakąś muzykę, żeby wpadał jakiś dźwięk do uszu i pisk ustaje. Tak jakby mózg potrzebował bodźców dźwiękowych z zewnątrz, bo inaczej sam je sobie wytwarza. Czasami to się aż przerażam, bo to naprawdę jest momentami nie do zniesienia i boje się, że w końcu pojawi się pisk o tak silnym natężeniu, że coś mi się stanie, bo chyba jest jakaś granica bezpieczeństwa tego pisku...
Wiem, że byłem głupi, tego już nie musicie pisać. Jeśli ktoś może, to proszę o jakąś radę. Może jeśli umysł wytwarza ten dźwięk tylko wtedy kiedy sobie o nim pomyśle, to może hipnoza podziała?

pozdrawiam