Witam,
rok temu późnym wieczorem źle sie poczułam. Poprosiłam męża, żeby zawiózł mnie do szpitala, momentu wychodzenia z domu już nie pamiętam, przyjęcia na SOR też nie. Lekarz przeprowadził ze mną wywiad, podłączył EKG, stwierdził, że nic sie nie dzieje ale zostawi mnie na noc na obserwacji. Mniej więcej po godzinie od wyjścia z domu doszło do NZK, reanimacja trwała 50 minut. Na drugi dzień przewieziono mnie do szpitala z intensywnym nadzorem kardiologicznym, byłam tam 2 tygodnie. Po około 4 dniach wróciła mi świadomość i dalej już wszystko pamiętam. Wypadło mi z życiorysu te 4 dni. Badania niczego nie wykazały, koronarografia czysta, echo w porządku, nie ma śladów po ewentualnym zawale, badania bakteriologiczne , tomograf i rezonans tez w porządku. Zapobiegawczo wszczepiono mi kadriowerter-defibrylator. Od roku nic sie nie dzieje, jestem pod kontrola kardiologa i wszystko ok. Szukam jednak przyczyny tego, co sie stało. Lekarze nie postawili diagnozy, nie dali mi żadnej odpowiedzi. Od zawsze mam niskie ciśnienie, nie chorowałam na serce, 5 lat wcześniej miałam operacje na żylaki. Zrobiłam nawet badania dooplerowskie żył i nie ma śladów starych i nowych zakrzepów. Po prostu nic. Dlaczego mogło dojść do NZK? Będę wdzięczna za każdą sugestię i pomoc, chciałabym znać odpowiedź....
Izabela