Witam,
niecałe 3 m-ce temu urodziłam córkę. Nie miałam problemów z zajściem w ciąże. W ciąży od 2 trymestru miałam lekkie problemy z tarczycą - nie stwierdzono u mnie nadczynności (USG w pełni prawidłowe) ale tsh (3,5) i anty tpo (235,6) miałam podwyższone i brałam euthyrox 25. Po m-cu się unormowało. Po porodzie naturalnym nie miałam niemal wcale pokarmu w piersiach, po tygodniu od porodu trafiłam z krwotokiem do szpitala, miałam zabieg łyżeczkowania z uwagi na liczne pozostałości łożyska w macicy. Od tamtej pory karmiłam butelką, ale postanowiłam spróbować rozbujać laktację za radą położnej, wg której wcześniejsze problemy wynikały właśnie z pozostałości w macicy. Próbuję od ponad tygodnia z pomocą sns, laktatora i wszystkich możliwych wspomagaczy i nic... Położna twierdzi, że muszę mieć bardzo niski poziom prolaktyny, jeszcze jej nie badałam, ale tsh gwałtownie mi spadło - obecnie 0,025, gdzie m-c temu było to 2,15. Euthyrox odstawiłam 1,5 m-ca temu. O czym świadczą te wyniki i czy tsh i prolaktyna jakoś na siebie mogą oddziaływać?