Witam wszystkich,
jestem tutaj nowa , postanowiłam znaleźć jakieś forum w którym mogę zaczerpnąć wiedzy na temat mojej choroby. Mam zaledwie 23 lata, mam ogromny problem z normalnym funkcjonowaniem, ciągle czuje stan odrealnienia, zawieszam się i czynności życiowe sprawiają mi ogromny problem. Czasem jest lepiej a czasem gorzej, mieszkam w Anglii z chłopakiem do tej pory jakoś sobie radziliśmy z moimi zachowaniami , stanami lękowymi i napadami agresji ale powoli staje się do nie do zniesienia jest coraz gorzej. Nie chce martwić moich rodziców i chce poradzić sobie z tym sama chociaż jest mi bardzo ciężko. Boję się wszystkiego ale najwiekszy lęk mam przed brzydotą , cały czas mi się wydaje ze wszystkie włosy mi wypadną że wszyscy myśla że mam brzydką cere i prześladują mnie takie myśli cały czas. Funkcjonowałabym tak dalej ale ostatnio zrobiłam coś co nie daje mi spokojnie żyć, nie śpię już 3 noc. Ostatnio polecielismy z chłopakiem na wesele do jego znajomych, byliśmy tam parę dni i było ok , nie piłam w ogóle alkoholu bo miałam dużo natretnych myśli zwiazanych własnie z wygladem i wiedziałam ze jak wypije alkohol dopadnie mnie jeszcze wiekszy lek i moze sie zdarzyc cos złego. Niestety na weselu kolegi chłopaka skusiłam sie na picie , poniewaz lek jaki mi towarzyszył podczas imprezy tak mnie paraliżowal ze myslalam ze sie przewroce i chcialam załagodzic objawy. I to było najgorsze co moglam zrobić. Zaczełam pić wiecej i wiecej i wiecej i wtedy dostałam okropnych urojeń bez powodu, jak mój chlopak bawił się z jakas dziewczyną wpadłam w taki szał ze go udeżyłam w twarz i podrabałam przy ludziach na weselu, malo tego awanturowałam się. Najlepsze jest to ze nic a nic z tego nie pamietam. Zwyzywałam jeszcze połowe ludzi i mowiłam podobno takim bełkotem i jedno i to samo w kółko. Nie pije alkoholu bo mi sie służy przez tą moją nerwicę ale nigdy cos tak strasznego mi sie nie przytrwafiło. Nie moge jesc juz 3 dzień tak sie denerwuje tą cala sytuacją . Nigdy wczesniej nie zdazyło mi sie zachowac agresywnie w stosunku do ludzi. Nie wiem kompletnie jak mam sobie z tym poradzic. Skompromitowałam siebie .....ale najbardziej mojego chłopaka, na którym bardzo mi zależy. Najchetniej bym sie z nim rozstała zeby mu ciagle nie ciązyć i nie rujnować życia. To co zrobiłam jest niewybaczalne ale ja juz tego nie odkrece i co ja mam z tym zrobic? Boje się , że oszaleje z tych wyrzutów sumienia. Na sama mysl o tej sytuacji robi mi sie słabo a w klatce piersiowej czuje okropny ścisk. Nie licze na zrozumienie nikogo bo to nie o to chodzi ale prosze o jakas rade co w tej sytuacji mogę zrobić? Dodam jeszcze ze bardzo kocham swojego chlopaka i nie moge przezyć tego ze go tak upokorzyłam prz ludziach i wszyscy mysla ze ma jakas patologiczną dziewczyne ktora powinna byc zamknieta w szpitalu psychiatrycznym. A nigdy w zyciu taka sytuacja nie miała miejsca, zawsze jak wpadałam w szał nigdy nikt tego nie widział i nigdy nie skrzywdziłam bliskiej mi osoby.