Mój problem a właściwie problemy ciągną się sznurem... Może zaczną od tego że jestem strasznie nieśmiała.Na myśl że muszę mieć styczność z ludźmi mdli mnie. Nigdy nie miałam dobrych kontaktów z rówieśnikami jako takie zawsze były bo starałam się chociaż trochę odzywać ale jednak zawsze czułam jakąś barierę która mnie ogranicza. Zaczęłam z tym walczyć chodziłam do psychologów jeden, drugi, trzeci... i wywnioskowałam że oni zamiast mi pomagać jeszcze bardziej szkodzą. Całkowicie sobie z tym nie radziłam i tak jest do tej pory. Na każdą stresująca sytuację reaguję płaczem a teraz kiedy idę do nowej szkoły nasiliło się to w dużym stopniu zaczęłam być nerwowa, opryskliwa już nie wiem jak sobie poradzić. Wiem że nikt mnie nie zmieni bo to jaka będę zależy tylko ode mnie i od mojej ciężkiej pracy. Jednak z małomównością można jakoś żyć jest jeszcze jeden problem myślę że w pewnym stopniu też związany z nieśmiałością. Nadmierna potliwość dłoni. Strasznie się tego wstydzę każda większa uroczystość na której muszę być to udręka. Ta przypadłość jest tak dręcząca że kiedy idę do tablicy z książką, zeszytem dana kartka jest tak mokra, że czasami robi się w niej dziura. Boję się ludziom podać rękę w kościele nienawidzę momentu " pokój wszystkim" to naprawdę nie jest przyjemne. Byłam już z tym u lekarza kazał zażywać szałwię i nic nie działało używałam różnych dezodorantów np. antidral i nic różne domowe sposoby i też nic. teraz strasznie się boję iść do szkoły nie chcę być bojącą się wszystkiego sierotą! i znowu nasuwa mi się cała masa pytań.. a miedzy innymi to jak podam rękę rówieśnikom, jak z nimi będę rozmawiać, czy mnie zaakceptują? Może Wy mi coś pomożecie, doradzicie; ) wiem, że nie mogę liczyć na cuda ale ja już chyba straciłam nadzieję na wszystko Pozdrawiam