Witam. Od prawie tygodnia zmagam się z bardzo przykrą dolegliwością, przez którą nie potrafię normalnie funkcjonować. Otóż nie mogę do końca oddać moczu. Cały czas czuję, jakbym miała pełny pęcherz. Kiedy idę do toalety, oddaję mocz, ale niewielką ilość. Kiedy siusiam, w pewnym momencie nagle coś jakby się zatrzymuje i nie mogę dalej oddać moczu, choć czuję, że pęcherz jeszcze pełny. Mam straszne parcie na ten pęcherz. Brałam już Furaginum, ale po nim było jeszcze gorzej. Potem lekarka przepisała mi Cipronex, ale również nie pomógł. Dostałam skierowanie na oddział urologiczny w szpitalu, tam mnie "zbyli" i wysłali do poradni urologicznej, gdzie dostałam receptę na kolejne drogie lekarstwa. Nie wiem, czy jest sens je wykupować.
Co ja jeszcze mogę zrobić? Co to może być? Planuję pójść po raz kolejny do lekarki prosić o skierowanie na USG jamy brzusznej i zrobić posiew moczu. Robiłam trzy razy badania ogólne, ale, o dziwo, za każdym razem dobre. Lekarka mówiła, że to może być coś związane z ginekologią, no ale rozłożyła ręce. Czy możliwe jest, że to jakieś zakażenie, i że bakterie nie wyszły na badaniu ogólnym, a mogą wyjść na posiewie? A może mam jakąś ostrzejszą postać zapalenia pęcherza, i po prostu dłużej muszę brać antybiotyk (Cipronex brałam zaledwie 3 dni - wiem, że raczej powinnam brać dłużej, ale przez tę dolegliwość żyć nie mogę i poszłam do lekarki po raz ęty). Boję się, że może mam jakiegoś guza w przewodnie moczowym. To możliwe w moim wieku?
Dodam, że niedawno skończyłam 18 lat.