Witajcie.
W wakacje zdiagnozowano mi niedoczynność tarczycy oraz wykazano pomniejszenie tego organu. Choroba ta objawiała się u mnie tyciem, kłopotami z koncentracją i pamięcią, ciągłym zmęczeniem, bólem mięśni. Oprócz tego skarżyłem się na drętwienie palców u rąk, drastyczną nadmierną potliwość (coś rzadkiego przy niedoczynności), kłopoty ze wzrokiem oraz miałem troszkę podwyższone ciśnienie (~140/80). Biorę Eutyrox 50 oraz witaminę D.
Pierwsze dwa-trzy miesiące brania leków czułem faktycznie trochę lepiej, jednak od jakiegoś czasu znowu czuję się fatalnie, a wręcz powiedziałbym gorzej niż na początku. Problemy ze wzrokiem narastają, zmęczenie jest nie do wytrzymania. Budzę się z odrętwiałymi dłońmi, czasami przedramieniem. Koncentracja przychodzi mi z trudnością, co strasznie mnie wkurza...

Ostatnie badanie tsh jakie wykonałem półtora miesiące temu dało wynik 2,8.

Czy możliwe, że choroba jakoś postępowała mimo brania leków? Czy ma znaczenie pora roku? Jeśli nie, to czy mam przyśpieszyć swoją wizytę, którą jako wizytę kontrolną mam zaplanowaną na kwiecień?