Witam. Jestem kobietą. Mam 21 lat. Prowadzę tzw. zdrowy tryb życia, nie stosują żadnych używek, nigdy na nic poważnego się nie leczyłam. W sumie prawie w ogóle na nic się nigdy nie leczyłam ( oprócz trądziku). Jednak od ok 4 lat źle się czuję. Ciągle jestem zmęczona, nie mogę się „dobudzić” ( nie mam depresji – jestem bardzo „wesoła” nawet wtedy gdy źle się czuję – myślę, że już się przyzwyczaiłam do złego samopoczucia) . Mimo, iż nauka nigdy nie sprawiała mi problemu, wszystko szybko zapamiętywałam – teraz mam problemy z koncentracją i zapamiętanie materiału do sesji zajmuje mi o wiele więcej czasu. Poza tym odczuwam ciągle pragnienie, suchość w ustach . Od kilku lat również ciągle boli mnie gardło – nawet latem ( mam wrażenie jakby było ono kompletnie suche, często jedzać nawet mało przyprawioną rzecz zaczynam się „dusić” bo podrażni mi to gardło). I do tego bóle głowy – teraz już rzadsze – ale kiedyś nie do wytrzymania ( żadne tabletki przeciwbólowe nie pomagały, więc nigdy nic nie biorę – po co się truć. I zaparcia – żadna dieta, błonnik nie pomagały.
O trądziku już nie mówiąc – wypróbowałam już wszystkie sposoby, leczyłam się dermatologicznie ( z antybiotyków stosowałam jakąś pochodną tetracykliny przez 5 miesięcy, na Izotek nie wyraziłam zgody). Obecnie jest ropny i pozostawia szpecące blizny. ok. 5 lat temu miałam robione badania na tarczycę – jednak podobno nic nie wykazały ( wynik konsultowany telefonicznie przez mamę). Oprócz tego bardzo wypadaj mi włosy – pani dermatolog stwierdziła, że to od stresu ;/ ( Po 3 msc Elocomie, Vitapilu i jakiejś robionej wodzie ze sterydami włosy wypadają mnie, ale nadal – mam już prześwity :/)
I jeszcze stawy - nierzadko również dają się we znaki. Teraz szczególnie nadgarstek – niekiedy ból jest bardzo silny i promieniuje aż do łokcia. Przy poruszaniu nim odczuwam ból i dyskomfort – nie mogę się na nim podeprzeć i podnieść z podłogi. Przez niego musiałam zrezygnować z siatkówki . Ostatnio śpieszyłam się na egzamin i myślałam, że nie dojdę - ból – pieczenie w stawie śródstopnym ( nie wiem dokładnie jakim – na granicy stopy i podudzia, ok. kostek) był nie do wytrzymania, ledwo szłam dalej. Kolana tez szwankują,
I do tego kurcze nóg ( nie przeszło po magnezie ), okropne swędzenie skóry nóg , bóle w nogach ( jakby ktoś mi coś tam rozrywał, czasami również z promieniowaniem) + okropne „ pajączki” na całych nogach ( mimo kremów z kasztanem , czy przyjmowania wit C) , szczególnie w ok. kostek ( mam je praktycznie już całe sine, poprzeplatane pajączkami).
Do lodowatych dłoni i stóp oraz ciągłego uczucia zimna ( nawet siedząc dłużej w pokoju o normalnej temp. Zaczynam aż drżeć z zimna ). Blada byłam zawsze, więc to chyba bez znaczenia.
Obecnie pojawiło się zwiększone pocenie, nerwowość, drżenia rąk ( czasami również nóg ). jednak zdecydowałam się napisać dlatego, że ok tydzień temu wieczorem moje serce zaczęło szaleć. Bardzo wyraźnie słyszałam jak szybko bije w mojej klatce piersiowej, byłam tak osłabiona, że nie byłam w stanie podnieść nawet ręki ( mieszkam sama, więc nikogo nie mogłam poprosić o pomoc). Jednak po kilkunastu min „szaleństwo serca przeszło” i zmęczona zasnęłam. Na drugi dzień było już ok., więc jak zawsze to zbagatelizowałam.
Moja waga również mnie niepokoi – zdrowo i racjonalnie się odżywiam, nie jem słodyczy, fast foodów, piję tylko wodę mineralną i zielona herbatę, jestem aktywna fizycznie – a mimo to moja waga nie spada i z biegiem czasu rośnie. Obecnie przy wzroście 173 ważę prawie 70 kg. Wiem , że jest ona jeszcze prawidłowa, ale przy takim trybie życia powinnam raczej tracić przynajmniej 2 kg na miesiąc, a moja waga albo nie drgnie, albo jest coraz większa.
Ups, trochę się tego nazbierało. Wiem, że wszyscy się na coś skarżą, nie ma osoby której by nic nie dolegało. Ale to wszystko zaczyna mi coraz bardziej dokuczać mimo, iż na codzień staram się tego nie okazywać. Ze względu na moje uprzedzenie do służby zdrowia – postanowiłam opisać to na forum.
Nie chcę się ośmieszyć i iść do lekarza z jakimiś „błahostkami” - przecież jestem młoda i większość lekarzy odeśle mnie z kwitkiem pewnie. Przynajmniej na 100% jestem pewna tego, iż tak zrobiła by moja wspaniała pani doktor z przychodni. A oprócz przychodni nie wiem, gdzie mogłabym się udać i czy w ogóle ma to sens. Czy to wszystko klei się jakoś do kupy i można by na podstawie moich objawów postawić sensowną diagnozę.
Ciągle w mojej głowie siedzi ta niedoczynność tarczycy – czy mimo tego, iż kiedyś wykluczono chorobę tarczycy to ona może powodować te wszystkie objawy ? Czytałam, że nie leczona może prowadzić do śpiączki, więc ja mając takie objawy od kilku lat musiałabym już chyba nie żyć.

Bardzo proszę o jakieś rady, wskazówki. Nie jestem jakąś maniaczką i nie poszukuje u siebie różnorakich chorób. Po prostu nie mam zaufania do lekarzy, mieszkałam w małej miejscowości... Czas szybko mija i to wszystko jakoś tak się nagromadziło... bardzo proszę o odpowiedz. Pozdrawiam.