Witam 5 lat temu rozstałam się z chłopakiem nie z mojej winy to on odszedł bez słowa wyjaśnienia dopiero teraz powiedział mi dlaczego, zauroczył się w dawnej swojej miłości ale i tak im nie wyszło. Po tym jak się zachował powinnam go znienawidzić ale nie potrafię. Ożenił się ma dziecko a teraz się rozszedł z żoną bo podobno żona kogoś sobie znalazła. Przez te 5 lat odzywał się do mnie pisał że wciaż mnie kocha żałuje ze ode mnie odszedł ja nigdy mu takich rzeczy nie pisałam wiedziałam że ma żone dziecko i nie ma dla nas szans. Teraz gdy się rozwodzi wspomniał że chciałby wrócić, że będzie się starał o moje serce ja go pocieszam że jeszcze może mu się ułoży z żoną i się dogadają. Jest załamany tym że któś inny będzie wychowywać jego dziecko a on je będzie tylko czasem widywał. Czasem on myśli o samobójstwie podobno kiedyś już był o krok od tego czynu twierdzi, że nie może sobie z tą sytuacja poradzić że za to że mnie kiedyś tak skrzywidzł teraz los go ukarał. Odzywa się do mnie cały czas ja go pocieszam jak przyjaciółka. Sama nie wiem czy umiałabym z nim być zaskoczona jestem tą sytuacją nie wyobrażałam sobie tak życia z rozwodnikiem i jego dzieckiem pewnie moi rodzice też by nie byli z tego zachwyceni. Jestem rozdarta nie wiem co robić kiedy spyta czy do niego wróce.Z jednej strony chciałabym z nim być nadal coś do niego czuje a z drugiej strony to mnie przytłacza. Z mojej strony traktuję go jako kolegę nie robie mu żadnej nadziei. Czy powinnam z nim urwać kontakt? Chociaż nie wiem czy jestem w stanie martwie się o niego. A jeśli popełni samobójstwo to pewnie będę się obwiniać, że gdybym mu dała szanse to by żył. Jestem między młotem a kowadłem mogę prosić o jakąś radę? Czy to jest normalne że utrzymuje z nim kontakt? Ja pierwsza się bardzo rzadko odzywam on wciąż pierwszy. Czy może ze mną jest coś nie tak? inne koleżanki na moim miejscu dawno by go olały a ja nie potrafię