Mam 20 lat. Skończyłem technikum informatyczne. Maturę zdałem w miarę dobrze oprócz polskiego. Dlaczego to powiem później. Mieszkam z matką i bratem, który jest ode mnie starszy o 2 lata. Pracuje studiuje i truje mi każdy możliwy moment w moim życiu. Matka pracuje, ma swojego partnera i innych kolegów/koleżanek. Więc można wywnioskować, że nie ma jej dość dużo czasu w domu. Rodzice są po rozwodzie. Ojciec mieszka osobno ze swoją partnerką. Model mojej rodziny to tyran, niewolnica i buntownik. Ja jestem introwertykiem i perfekcjonistą a mój brat odwrotnie. Jego obecność w domu to chaos. Robi za sobą syf na każdym kroku, zachowuje się głośno o każdej porze dnia, zaczepia mnie, przezywa i ma pretensje do mnie o byle drobnostkę, kiedy on robi 100 razy gorsze rzeczy. Straszy i nęka koty i za nimi również nie posprząta bo to przecież nie jego koty. Pracuje na kopalni więc ma różne zmiany i kiedy on chce spać to ma być cisza bo rozpęta się piekło. Ja mam trochę szacunku do ludzi i szanuje że ktoś śpi itp. Nie umiem chamsko komuś zrobić na złość a on to robi bez zastanowienia i w większości przypadków bez świadomości że to robi, bo przecież kto mu zabroni. Z nim też nie da się mówić, bo jak uwzględniłem wyżej to zło wcielone. Jest milusi tylko gdy coś chce. Nie mogę się czuć bezpiecznie w swoim pokoju. Żyję w ciągłym strachu i nerwach, które mi szkodzą, ponieważ za każdym razem, kiedy się denerwuję, stresuję itp. mam potem problemy z trawieniem i częste wizyty w toalecie. Nie wiem co mam zrobić, żeby to się zmieniło.

Próbowałem już wszystkiego, między innymi:
- Sprzątanie za sobą i wymaganie tego samego (za niego sprząta matka i prosi mnie o pomoc, ja za nim sprzątać nie będę nie jestem niewolnikiem i dupy podcierać temu nierobowi nie będę, więc wina leci na mnie). Jak matka wyjeżdża na długo to robi syf totalny imprezy i co mu się nie zechce, a chwile przed przyjazdem matki sprząta w miarę i wychodzi na bohatera,
- Złość, płacz, proszenie, błaganie matki, żeby cokolwiek zrobiła z tym kończy się tym że mówi, że pracuje studiuje więc jest 3 kilometry wyżej w hierarchii. On pracuje na mnie czy na siebie? z alimentów co miesiąc idzie ode mnie 800 zł a od niego tylko nędzne bony żywieniowe za max 400 zł)., mówi że z nim pogada, daj mi spokój, sam to z nim uzgodnij,wyżywa się na mnie, mówi że to moja wina. Wyzyskuje mnie i mamę totalnie. Co chwile bierze od matki pieniądze bo coś potrzebuje a ja nie mam serca takich rzeczy robić bo jestem świadomy długów matki.
- Nie sprzątanie nie wchodzi w grę, ponieważ jestem perfekcjonistą i źle się z tym czuje, poza tym mam swoje zasady. nie reagowanie na wyzwiska, bo wiem że tak będzie cały czas a ja jestem bezsilny. Nie reagowanie nękanie kotów, bo przecież serce boli jak ktoś się wyżywa na innych. Wychodzenie na zewnątrz, ponieważ mam świadomość, że uciekam z domu, i że tak będzie przez cały czas,
- Nie mogę się mu przeciwstawić bo potem jest tylko gorzej. Robienie na złość, puszczanie muzyki na cały głos, agresja, bicie itp.
- Byłem i byliśmy już tysiąc razy u psychologów, pedagogów i nic nie uzgodniliśmy,
- Brałem dużo tabletek na uspokojenie, jedyne co robiły to mnie przymulały. Nerwy i strach dalej były
- Pracowanie i ucieczka z domu nie jest raczej możliwa, bo sam sobie nie dam rady, nie czuje się gotowy na ciężką pracę, moja dziewczyna również by sobie nie poradziła.

Choćbym nie wiem co zrobił zawsze będzie źle. Mam świadomość, że to wszystko jest niesprawiedliwe. Może powiecie, że życie takie jest, ale ja nie mam zamiaru się poddawać, ustępować innym, cierpieć za innych. Jedyne o czym marzę to jego śmierć. Czemu tak musi być? Czemu tacy ludzie mają prawo do życia? Czemu nic nie jestem w stanie z tym zrobić. Całe życie mi ta rodzina zniszczyła, a potem wymagają ode mnie normalności. Rodzice po gimnazjum powiedzieli, żebym poszedł do szkoły specjalnej bo jestem debil. Wiem, że inni mają gorzej ale ja już tego nie wytrzymuje. Jeśli tak dalej będzie to albo wykituje albo go zabije.