Od ciąży (11.2011) temperatura ciała 35,4-36, krew ciekła przez kilka tygodni. Po poronieniu znikło na krótko. Potem krew kilka razy się pojawiła, a od wielu tygodni skrzepy w całym nosie, które nie pozwalają mi oddychać. Ciągle strupy, które same się nie rozpuszcza, muszę skrzepniętą krew zdrapywać, bo się duszę. Żele do nosa, nawilżające mi nie pomogły. Co mogę z tym jeszcze zrobić, bo to tragicznie utrudnia mi życie. Po zdrapaniu, nowe pojawiają się w ciągu 2godzin. Utwierdzają się od komory nosowej, aż do samych dziurek. Nie miałam takiego problemu…

Po 2: Po wyłyżeczkowaniu miałam 32 dniowy cykl, 30, 28, 28, wydawało się, że znów mam regularne, a tu ciach w tym miesiącu cykl 31dniowy. Niby mogła się spóźnić tylko czemu miałam wyostrzony zapach, białą, gęstą wydzielinę ciążową, jaką miałam ponad pół roku temu. Po tej białe wydzielinie zrobiłam w 27 dniu test- negatywny, ale miał prawo taki być (za dużo kropel i za wcześnie). 28 dnia rano jak się kochałam w środku lekkie zabrudzenie koloru brązowego. Potem dopiero 31 dnia cyklu o 13 dostałam silnego bólu, tak silnego, że nie byłam w stanie się ruszyć, myśleć (taki sam ból jaki miałam w styczniu tego roku, gdy dostałam w szpitalu tabletki na poronienie). Ten ból trwał do 16. Po 16 wzięłam 400mg silnego leku, ustał. Krew już się nie pojawiła po tych godzinach. Dopiero dziś rano znów zaczyna strasznie mnie boleć nie w macicy, ale jakby w odcinku moczowo-dolnym. Takie coś pamiętam ze szpitala, tak bolało, przed samym wylaniem się całej krwi. Co mnie też zastanawia, czy ciągnące się grube żyłki to normalne w krwi? Skoro pojawiło się takie krwawienie to raczej to okres i brak nadziei na ciążę. Mam to traktować jako okres i przeczekać go spokojnie czy może trzeba coś z tym zrobić? Proszę mi pomóc bo mam mętlik w głowie. Karola