Mam taki problem z którym borykam się odkąd pamiętam. A mianowicie, gdy zacznę się z czegoś śmiać, np. z komedii, albo ze znajomymi z czegokolwiek to przez chwile się śmieję, potem zaczynam pokasływać, a to pokasływanie zamienia sie w atak kaszlu, którego nie umiem powstrzymać, aż się dusze, całe oczy mam załzawione, i mnie strasznie łaskocze pod tchawica w tym dołku, i odkaszluje z płuc flegme, przeźroczystą. Byłam u lekarza i mi przepisał tantumverde jak mnie zlapie atak to zebym sobie zażyła. Co to może być? Jak z tym walczyć? Czy to może mieć jakiś związek z nadkwasotą?