No więc tak od juz kilku lat mam pewien niepokojący mnie objaw ktory choć nie przeszkadza w życiu codziennym to czasami irytuje... a konkretnie chodzi mi o napadowe klucie w klatce piersiowej. Pomiędzy 3 a 4 żebrem po lewej stronie klatki co jakiś czas (raz codziennie czasami za 2 tyg czasami miesiąc nie daje znać albo 2) czyje kłucie trwajace 30sec(częściej) do 3-4 min(żadziej). ono nie promieniuje tylko jakby przeszywa na wskroś, i choć to nie duzo moze mówić to samo radzenie sobie z tym problemem jest dziwne. otóż bul na ogół mija gdy wezme bardzo głęboki wdech. a konkretnie ból zwiększa sie wraz z wdechem aż czuje takie jakby strzelenie czy pęknięcie i bul zaczyna ustawać, oczywiscie zeby bylo trudniej czasem nie moge do tego doprowadzić ale ból przechodzi sam po jakimś czasie. Myśle jednak że to jest główna wskazówka to strzelenie w miejscu bólu (w moim wyobrazeniu mam przed oczami zapadnięty oskrzelik ktory nagle wypełnia się powietrzem i otwiera ale to tylko moje core wyobrażenia, poza tym chyba płuca nie sa unerwione więc nawet bym tego nie czuł). Co do badan to były prześwietlenia echa itp i gowno, albo tak badaja albo nie badają tego czego trzeba dlatego prosze was o kolejne wskazówki: na co musze zwrócić uwagę, jakie testy mogę sobie zrobić, co mam sprawdzić co mogło by mi pomóc i co MOGŁO by mi być. Nie chodzi mi o konkrety tylko jakoby burze mózgów a ja już dojde do tego o co cho. Pozdrawiam