Witam,
nigdy, nawet jako dziewczyna w okresie dojrzewania, nie miałam problemów z cerą. Jednakże pewnego dnia na mojej twarzy w okolicy żuchwy pojawiły się trzy niewinnie wyglądające krostki, od których się wszystko zaczęło.
Postęp choroby był bardzo szybki - w przeciągu paru miesięcy zainfekowana była już cała twarz.
Lekarze dermatolodzy nie byli zainteresowani poznaniem przyczyny, przepisywane specyfiki na niewiele się zdawały.
Krosty strasznie swędzą, szczególnie te nowe dopiero wychodzące, składają się z rdzenia, który gdy wypadnie to ułatwia wyciek ropny. Są ogromne, ropne, nie raz tworzą przetoki, po których zostają przebarwione blizny i dziury.
Do tego dochodzą wszechobecne zaskórniki, wszędzie na twarzy.
Stan cery poprawił się tylko, gdy byłam ciężko przeziębiona i nie byłam w stanie jeść przez parę dni.
Czy to mogą być objawy nużeńca?
Albo co w ogóle może spowodować tak nagłe pojawienie się problemów skórnych?
PS
Badałam poziom hormonów TSH i FSH, wyszły w normie.