Witam.
Pod koniec czerwca przewróciłem się na lewą rękę (upadłem na dłoń) i na początku czułem tylko szczypanie spowodowane zdarciem naskórka wewnętrznej części dłoni, ale po krótkim czasie zacząłem odczuwać ból w łokciu i nie mogłem do końca wyprostować ręki. Ból i przykurcz się nasilał, tak że w nocy nie mogłem już spać (upadłem wieczorem). Na drugi dzień pojechałem na pogotowie, gdzie po zdjęciu RTG stwierdzono, że nie widać złamania, lecz są widocznie inne oznaki charakterystyczne dla złamania. Włożono mi więc rękę w łuskę gipsową i kazano za 3 dni pójść do chirurga by zrobić ponowne RTG i ocenić czy na pewno nie ma złamania. Chirurg natomiast nie zlecił ponownego RTG, tylko spojrzał tylko na RTG wykonane podczas wizyty na pogotowiu i stwierdził, że nie ma złamania, tylko stłuczenie i kazał nosić usztywnienie jeszcze przez 3 tygodnie i wrócić na kontrolę. Po tym czasie okazało się, że utrzymuje się nadal opuchlizna i po ponownym zdjęciu RTG stwierdzono, że jednak kość jest *nadłamana* (głowa kości promieniowej) i nosiłem usztywnienie jeszcze przez 8 dni. Po ostatniej wizycie i zdjęciu RTG lekarz stwierdził, że wszystko się zrosło i polecił przez 3 tygodnie ćwiczyć rękę: zginać i prostować oraz *wykręcać* tzn. robić ruchy jakbym przekręcał klucze w zamku.

Problem w tym, że minął już ponad tydzień a ja nie mogę nadal wyprostować ręki ani zgiąć nawet do połowy (90 st.). Wykonuję ruchy może jakieś 30 - 45 st. i nie widzę aby była jakaś poprawa. Dalej mam blokadę, ból i poję się na siłę prostować/zginać. Natomiast *wykręcanie* idzie mi coraz lepiej i mogę już prawie do końca wykręcać, choć czuję lekki ból, jednak tego nie boję się tak jak zginania.

Może mi ktoś powiedzieć jakie ćwiczenia najlepiej wykonywać, jak rozruszać łokieć aby móc go zginać i czy normalny jest taki stan ponad tydzień od zdjęcia usztywnienia?

Z góry dzięki