+ Odpowiedz na ten temat
Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5

Temat: Myśli samobójcze, uzależnienie od ukochanej osoby, depresja, jak sobie z tym radzić?

  1. #1
    Westy jest nieaktywny
    Nowy użytkownik
    Zarejestrowany
    Mar 2017
    Postów
    1

    Exclamation Myśli samobójcze, uzależnienie od ukochanej osoby, depresja, jak sobie z tym radzić?

    Zacznę może od tego, że zdiagnozowano u mnie depresję, leczę się farmakologicznie od ponad roku różnymi lekami, ale nie widzę poprawy. Za każdym razem gdy wydaje mi się, że wychodzę na prostą i zaczyna być lepiej, nadchodzi moment, w którym wszystko się sypie, wracają negatywne myśli i gubię sens życia.
    Przechodząc do głównego tematu, jestem zakochana, mam wspaniałego chłopaka, który mnie wspiera, jest przy mnie cały czas, mimo moich humorów, załamań. Wszystko wydaje się być idealne, grzyby nie to, że nie potrafię bez niego funkcjonować, chciałabym mieć go tylko dla siebie, cały czas, 24 godziny na dobę. To normalne, bo jestem zakochana? Możliwe... ale normalnym na pewno nie jest to, do jakiego stanu mnie doprowadza brak jego obecności. Chociaż i tak stara się być ze mną nakczęściej jak soę da. Za każdym razem gdy wybierze coś innego niż mnie i mówię tu o takich codziennych sytuacjach (lunch ze znajomymi, jednodniowy wyjazd na narty, wyjście do pubu, czy nawet rozmowa z inną osobą gdy jesteśmy razem na jakiejś imprezie, ostatnio nawet to, że zmęczony po szkole, poszedł spać, kiedy akurat zadzwoniłam i chciałam z nim porozmawiać) zaczynam panikować, płakać, odcinam się od reszty świata i rozpaczam nad tym, że w danym momencie wybrał coś innego niż mnie. Wiem, że mnie kocha i gdybym mu o wszystkim powiedziała to przestał by spotykać sie z innymi i był cały czas ze mną, ale wiem, że nie mogę tego zrobić. On ma własne życie, nie mogę mu go zabierać, ograniczać go do tego stopnia. Przez to często myślę, że przeze mnie nigdy nie będzie szczęśliwy i mam myśli samobójcze. Nie wiem jak sobie z tym radzić. Jest dla mnie wszystkim, jestem kompletnie uzależniona, dzięki niemu jeszcze żyję... z depresją zmagałam się jeszcze zanim go poznałam. Chciałam się zabić. Kiedy się pojawił zobaczyłam światełko w tunelu, to dla niego zaczęłam się starać wrócić do normalności i przez jakiś czas mi się udawało, dopóki nie uświadomiłam sobie, że on jest jedynym moim sensem życia, jeśli go przy mnie nie ma, ja nie żyję, czekam tylko na to aż do mnie przyjdzie. Boję się do czego to może doprowadzić, wiem, że to co się ze mną dzieje jest złe, ale nie potrafię sobie z tym poradzić... proszę o pomoc

  2. #2
    stalker8 jest nieaktywny
    Banned
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    1,605

    To będzie na to:
    - jazda na łyżworolkach, na karuzeli, na huśtawce, tańce dyskotekowe (narty już były), strzelanie na strzelnicy (przez pociągnięcie za spust - można coś wygrać... nie wiem co), ogólnie - wesołe miasteczko. Zjeżdżalnia wodna - byłbym zapomniał.
    Ewentualnie czytaj Dostojewskiego (albo Dukaja), słuchaj poezji śpiewanej Stanu Wojennego, ewentualnie Kazik S. - też, ale to "Undergrand" - podobnie Maleńczuk, albo "Limboski". No i filmy, ale to nie wiem jakie, może Kieślowskiego, albo Larsa von Triera - jeszcze Ingmar Bergman mi się przypomniał, chociaż żadnego nie widziałem (Polańskiego nie polecam, ani nic ze Szwajcarii).

    W sprawie pracy fizycznej, przy której wydziałają się endorfiny mnie nie pytaj, ale mogę Ci powiedzieć...
    - odrywanie kiełków od kartofli i płukanie w zimnej wodzie do ogromnego do baniaka, że potem stawy bolą - to nie jest to. Natomiast - dojenie krowy, którą czasem podle traktowałem,
    raz pamiętam miałem handrę i mnie kopnęła, ale chyba - usprawiedliwię się, nie chcę siebie widzieć podłym - tę którą prowadzałem jako dziecko (i byka) przed tą, którą doiłem przez kilka lat...
    Tak naprawdę jest chyba bardzo satysfakcjonujące i smutno to wspominam. A potem poszła do górali na rzeź.
    Ósma klasa...? - Miałem taki czas, że czułem potrzebę pomagania w domu, a potem poszedłem do liceum, gdzie czułem się wieśniakiem, także za sprawą nauczycieli; i wracałem do domu (jakieś 3,5 km) jak najszybszym krokiem, ukradkiem, żeby nikt nie widział gdzie mieszkam, bo się wstydziłem w pierwszej klasie. Nie nadawałem się tam.
    Do tego - bardzo dobre: rąbanie drzewa - pociętego w pniaki, a potem układanie pod ścianą drewutni - wiesz jak to pachnie? - lasem, drewnem...
    Na cyrkularce (odpady z tartaku, albo cięte z grubych gałęzi) - to nie to... - hałas i gorzej się układa takie nieforemne kawałki, chyba że samo układanie - to już lepsze.
    No, chyba tyle, pozdrawiam.

  3. #3
    stalker8 jest nieaktywny
    Banned
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    1,605

    Westy...
    - wieczorami chyba już jestem coraz słabszy, w tej chwili... przyspieszony oddech, trochę ucisk w skroniach - to jest to... czuję to znowu... ;( Znowu mi drętwieje język i chwilami boli; niepokoją ósemki (chyba lewa); kręgosłup - mam saszetki i ćwiczeń nie robię. Faktycznie chyba nieźle jest czasem popracować fizycznie - może w małej grupie; czasami z rodzicami na działce; pamiętam jak mając około dwadzieścia lat, chętnie robiłem tam różne prace... - nieraz mnie przy tym bolał kręgosłup; jak nosiłem / woziłem taczkami wodę ze strumyka, albo plewiłem maliny, porzeczki... sam.
    Po 2006 roku (sm), powrocie z Wrocławia jesienią, stwierdziłem (jakby ostatecznie), że nie będę w życiu robił nic - przedtem też tylko bezrobocie, ale jakieś swoje przyjemności, dążenia, szukanie ciekawych zajęć na ile ból kręgosłupa pozwalał - unikanie bólu; długie spacery (na grzyby, o właśnie) - na lęk... A potem - trudność przy wykonywaniu tych wszystkich czynności... wolniejszy chód. - Przyzwyczaiłem się, chyba nie pamiętam jak było przed tym; jakoś inaczej; może tak właśnie odczuwa się tę chorobę, może nie zauważa - wybiera w końcu takie zajęcia, które wypełniają czas, też prowadzą donikąd. Nie jestem w stanie przecież robić nic na poziomie kogoś kto ma nieuszkodzony mózg.

  4. #4
    PsychologWrocław jest nieaktywny
    Specjalista Avatar PsychologWrocław
    Zarejestrowany
    Apr 2016
    Skad
    Wrocław
    Postów
    13

    Dzień dobry.

    Pisze Pani, że od ponad roku leczy się farmakologicznie na depresję. Nie wspomniała Pani o psychoterapii, która jest niezbędna w leczeniu depresji. Sama farmakoterapia Pani nie wyleczy. Jeżeli faktycznie pani szuka pomocy i chce zmienić swoje życie, to zalecam zgłosić się na terapię. Połączenie farmakoterapii z psychoterapią jest bardzo skuteczne w leczeniu depresji.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    Paulina Grzegorek - psycholog, mediator, interwent kryzysowy.
    http://www.psyche-wroc.pl

  5. #5
    stalker8 jest nieaktywny
    Banned
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    1,605

    nie no do kogo ja to piszę

    Zapomniałem dać, że jazda na kładzie - tylko uważać, żeby jakiegoś wieśniaka nie przejechać, gdy stanie na drodze; można i z partnerem, są takie dwuosobowe kłady, widziałem. A moja Pani tylko na "szosówce" - podobno z tatem, ale to też znalezienie 'partnera' ułatwia potem. Pięć godzin snu, ale jestem już po saszetce - działa krótko, ale szybko; faktycznie warto przekroczyć zalecaną dawkę, ale jak się skończą to nie wiem co będzie.
    No i samochód, jak ktoś umi, też, np. terenówka - mama jej miała podobno Daczię Duster, ale nie widziałem, nie przysłała mi zdjęcia. Ja, jak wiadomo nie jeżdżę; ostatnio nawet na rowerze (w sobotę byłem do miasta), do roboty jednak nie, bo tam mi oponę przebiją albo coś, no i tak udaję, że coś jeszcze chodzę więc niby ruszam się więcej.


    "Przechodząc do głównego tematu" :
    Nie wiem, czy tu mnie śledzą na tyle co wyszukiwałem w necie i stąd wpis Pani Psycholog, ale to będzie chyba chodziło - jej? - o taki Link psycho-terapeutyczny:

    →linemed.pl/nhealth_guide/details/id,2029
    Ze względu na swoją budowę penis może działać jak tłok zasysający, usuwając z pochwy spermę i płyn nasienny innych mężczyzn za pomocą napletka i rowka zażołędnego (brzeg u podstawy żołędzi w pobliżu końca penisa) podczas ruchów frykcyjnych. Ze względu na to, że sperma w oczekiwaniu na jajeczkowanie może przetrwać w pochwie kobiety nawet do 5 dni, ta funkcja penisa może mieć istotne znaczenie, tak aby ostatni współżyjący z kobietą mężczyzna był tym, który wygra wojnę plemników.
    [...]
    mężczyźni o większych penisach mieli większe szanse na zapłodnienie partnerki.
    Jest jednak jasne, że w dzisiejszych czasach trudno byłoby znaleźć penisa, który nie mógłby się uporać ze swoją robotą — a to dzięki wyborom dokonywanym przez nasze pramatki, które nie dawały się zadowolić byle czym.

    [...] Każdy mężczyzna jest żywym dowodem na to, że jego przodkowie mieli, co trzeba, aby przetrwać w środowisku, które bezwzględnie eliminowało słabość. Trzeba tu również dodać, że niewielu współczesnych mężczyzn nie ma zdolności przekazania wartościowych genów Twojemu potomstwu. Niemniej jednak wybór pomiędzy kandydatem dobrym, lepszym i najlepszym wciąż może stanowić wyzwanie.
    Z mojej strony dodam, że - nie mówi się tego głośno w mediach, ani dla 'terapii', ale młodym czyli "ogarniętym" (nie upośledzonym, jak moi rodzice z komunistycznego pokolenia), wiadomo że:

    Komórki jajowe w puli,
    pulę komórek jajowych w państwie
    jest trudniej utrzymać

    Nawet moja Pani - dawała mi taką metaforę, sączyła jadby, wieczorami przez darmowy numerek ze mną w abonamencie:
    Że niby to spytała księdza (na lekcji religii) i ten jej powiedział, że kobietę z pożaru ratować ma mąż, a nie dzieci.

    Tak więc, bo - dorodny samiec reproduktor (np. po powrocie z wojny) może zapłodnić (szybko!!) wiele komórek jajowych - przez kopulację, ale w praktyce jedną, też dorodną, aby nie było buntów wśród samców beta, a nawet jeszcze niżej w hierarchii, którzy wierzą w swoje możliwości jak w religię, ale ich ewentualne potomstwo, nawet jeśli mało wartościowe, spokojnie można na współczesnym poziomie technokracji zagospodarować. No i tyle, chyba wystarczy, za całą psycho-terapię.
    ------------------------------
    Natomiast do mnie przekaz Pani Psycholog, jest chyba taki, że zasługuję na piekło - "króciutko" podsumowując.

+ Odpowiedz na ten temat

Podobne wątki

  1. Natrętne dziwne mysli jak sobie radzic
    Przez Studencik 96 w dziale Forum psychologiczne
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 07-11-2016, 21:24
  2. lęki i nerwica, jak sobie z tym radzić?
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum psychiatryczne
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 03-14-2016, 17:50
  3. Jak sobie radzić z depresją
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum psychiatryczne
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 10-06-2015, 17:41
  4. Obrzęk odbytu, jak sobie z tym radzić.
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum gastrologiczne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 09-28-2015, 20:25
  5. Wrośnięte paznokcie - jak sobie z tym radzić ?
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum ogólne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 07-16-2014, 17:19

Tagi dla tego tematu


LinkBacks Enabled by vBSEO

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 177 178 179 180 181 182 183 184 185 186 187 188 189 190 191 192 193 194 195 196 197 198 199 200 201 202 203 204 205 206 207 208 209 210 211 212 213 214 215 216 217 218 219 220 221 222 223 224 225 226 227 228 229 230 231 232 233 234 235 236 237 238 239 240 241 242 243 244 245 246 247