Witam.

Tydzień temu w drodze do domu zaskoczyła mnie potężna ulewa, czym skutkiem było przeziębienie. Jednak nie tylko, bo wraz z tym i jak w temacie: piekące, szczypiące i cały czas łzawiące oczy. Samo przeziębienie mam już za sobą, jednak oczy dalej bolą. Objawy pojawiły się idealnie dzień po wraz z kaszlem, swędzącym gardłem i innymi, więc jestem prawie pewny że to przez burzę. Dodam, że nie ważne czy je przetrze ręką, czy zostawię, czy obmyje woda, cokolwiek - oczy łzawią i pieką.

Problem polega na tym, że to nie ustaje, ani nie daje znaków że chociaż zaczyna. Rano, w szkole, po szkole, na dworze, wieczorem i w łóżku - oczy bolą, łzawią, i szczypią. Pierw myślałem że sobie je po prostu przetarłem (nie raz już tak było) ale no, trwa to tydzień i są to oczy, nie jedno oko.

Dodam że to nie pierwsze perypetie z moimi oczami. W trzeciej klasie podstawówki badania wykazały że musiał zacząć nosić okulary, jednak po okresie około 2-3 lat je zgubiłem - jednak wzrok od tamtego czasu był ostry, oczy nie bolały ani nic, tak jakby wyzdrowiały. Kolejny problem pojawił się rok temu. Nie nazwał bym tego problemem, gdybym nie wiedział jakie niesie to ze sobą skutki, mianowicie mroczki. Miałem je codziennie przez okres miesiące, około 10-15 mroczków na dzień. Dodam że owe mroczki były kilkusekundowe (choć czasami zdarzały się i po 8 sekund).

Co prawda prośba tutejszych specjalistów bez porady okulisty jest idiotyczna, jednak o tej godzinie już nie pójdę a pomysł na to wpadł mi dosłownie chwilkę temu kiedy już prawie nie umiałem wytrzymać z tymi oczami. Od razu zapytam - z takimi objawami czego mogę się spodziewać? Nie ma czego skrywać, mówcie jeżeli grozi mi nawet ślepota.

Pierw też pomyślałem że to wszystko przez komputer, jednak od dłuższego czasu (kilka miesięcy) ograniczam go do maksymalnie 4 godzin dziennie, przy otwartych roletach z widokiem na naturalną zieleń. Z reguły - włączę, mija godzina (lub mniej) i wyłączam - i tak kilka razy na dzień (rano, po szkole, w dzień, wieczorem).