Mam 52 lata i powoli zanikają mi już miesiączki. Zawsze były bardzo skąpe a teraz przez kilka miesięcy to było takie niewielkie plamienie. ALe tydzień temu dostałam okres taki dość spory. Nie byl to krwotok ale trwał kilka dni i krew było żywo-czerwona. Powiedziałam o tym lekarce i od razu mnie skierowała na łyżeczkowanie endometrium. No i bardzo się denerwuję bo niby lekarz twierdzi, że to "zabieg profilaktyczny" ale niby na usg wyszło że mam pogrubione to endometrium (w stosunku do poprzedniego badania). W cytologii nie ma nic zlego (jest nawet zapis że "brak śladów raka"). Miałam robione tez markery rakowe (na moją prośbę)- też są w normie. A teraz ten zabieg...

Zapisałam się za tydzień ale cały czas się martwię. Czy to naprawdę konieczne ? Mam też mięśniaki- są pod stałą kontrolą i lekarka sama mówi, że nie ma potrzeby ich ruszać bo nic się nie dzieje. A co ,jak przy tym łyżeczkowaniu je poruszą ? Czy jest takie ryzyko ? Poza tym jestem alergikiem na wiele czynników. Być może i na leki (ale to nie było sprawdzone).Zabieg ma być w uśpieniu. Co będzie jak się okaże że jestem uczulona na ten lek usypiający ? Mogę się nie obudzić ? Mogę dostać wstrząsu anafiliktycznego ?

O to wszystko pytałam i lekarza i pielęgniarek ale moje wątpliwości bagatelizują i zamykają jednym stwierdzeniem że "wszystko będzie dobrze" i nie mam się co bać. A ja chcę znać odpowiedzi na te pytania. Boję się - co jest chyba normalne. I chce wiedzieć co może mnie spotkać.

Przed 25 laty miała łyżeczkowanie (poronilam) i było robione przy znieczuleniu tzw. "głupim Jasiem". Cały czas byłam przytomna tylko nie bolalo. Czy teraz tak nie można?

Bardzo proszę o odpowiedzi na moje pytania.