Kilka lat temu miałam silne bóle w dole pleców przed kresem. Bolały mnie do tego stopnia, że nie byłam wstanie nawet się zgiąć. Ten ból ustępował po 2-3 dniach. Pewnego dnia jednak nie ustąpił. Byłam u ginekologa, stwierdzono o mnie silne zapalenie jajników. Dostałam antybiotyki, po pierwszej wizycie zapalenie nie przeszło do końca, więc przy kolejnej wizycie dostałam następne. Ból się zmniejszył, ale nadal czułam dyskomfort i lekkie bóle pleców.
Po jakimś czasie znów miałam zapalenie jajników (choć nie takie mocne) i po leczeniu ból znów nie do końca ustąpił. Postanowiłam kontynuować leczenie, brałam różne antybiotyki, które nie pomagały, zrobiono mi wymaz, wykryto jakiegoś paciorkowca na którego dostałam odpowiednie leki. Leki oczywiście nie pomogły. Po iluś tam rodzajach antybiotyków lekarz skierował mnie na kroplówkę do szpitala. Tam jednak uznali, że kroplówka jest zbędna, zrobiono mi badania na endomentriozę. Badania oczywiście nic nie wykazały, wypisano mnie ze szpitala z paczką leków, które brałam już wcześniej bezskutecznie. Po tym wszystkim miałam już serdecznie dość i zaprzestałam chodzenia do lekarza. Bóle miałam różne, raz większe, raz mniejsze, w każdym razie przyzwyczaiłam się już do nich. W zeszłym roku pofatygowałam się do lekarza tylko dlatego, że czas między jednym okresem a drugim zaczął liczyć u mnie jakieś 10 dni. Okazało się, że mam torbiel, dostałam leki hormonalne, torbiel pękł i obeszło się bez szpitala. Bóle oczywiście miałam dalej, raz większe, raz mniejsze. Od wakacji znowu zaczęły się nasilać. Do tego pogorszyło mi się samopoczucie, często jest mi niedobrze, nie mogę zasnąć wieczorem, mam wysokie ciśnienie. Jednego dnia tak bardzo bolała mnie lewa storna że nie mogłam stać czy chodzić. Okazało się, że mam powiększony prawy jajnik (nie lewy, choć tamten mnie bolał). Dostałam antybiotyk na paciorkowca, którego wykryto wcześniej. Jutro antybiotyk mi się kończy, a mi dalej nie przeszło. Co mam robić w takiej sytuacji? Ile jeszcze można brać tych antybiotyków? Mam dość patrzenia na mnie jak na hipochondryka. A opina w stylu: „zajdziesz w ciążę to ci wszystko przejdzie, doprowadza mnie do szału”.