Jestem z mężem od prawie 6 lat, w tym prawie 2 lata po ślubie. Od ślubu jest ciągle coś nie tak. Głównie chodzi o to, że mąż woli mieszkać u swojej matki a nie ze mną (ustalaliśmy przed ślubem, że zamieszkamy w domu z moimi rodzicami). A on ciągle pomieszkuje u swoje matki, ja nie mam możliwości przeprowadzenia się do niej, bo w mieszkaniu są 2 pokoje jeden zajmuje teściowa a drugi siostra męża ze swoją córką. A ja nie będę mieszkała w jednym pokoju z teściową. Z moimi rodzicami mój mąż się dogaduje, nigdy nie powiedzieli mu nic złego, wręcz przeciwnie. Ale on się nie angażuje w życie tam, w niczym nie pomaga ani mi ani rodzicom. Ze mną widuje się w weekendy bo po pracy jeździ do matki i tam nocuje bo jak twierdzi pracuje do późna i jest zmęczony więc nie będzie wracał do mnie bo mu się nie opłaca bo rano będzie musiał wcześnie wstać. Co do jego wierności jestem pewna. A ja mieszkam 23km od miasta z którego on pochodzi i gdzie pracuje. Ja mam do niego o to wiecznie pretensje, że jego nie ma, nie po to brałam ślub z nim żebyśmy dalej mieszkali osobno. Ja nie mam pracy jedynym zarobkiem dla mnie są korepetycje i to ja mu czasami daję kasę jak na coś nie ma, on pracuje na własną rękę i to co zarobi przekazuje na utrzymanie matki, jej rachunki i swoje sprawy. Ja nie dostaje od niego ani grosza. Nie raz mówiłam mu wyjedźmy razem za granicę (i na całe życie na max rok żeby odłożyć jakieś pieniądze i pomyśleć o dziecku bo ja mam już 29 lat a on 31), będziemy pracować i mieszkać razem, ale on nie bardzo chce bo w moim odczuciu nie chce zostawić matki (ojciec nie żyje od 12 lat). Ja od niego pomocy nie mogę się doprosić, ale jak zadzwoni któraś z sióstr jego, matka lub koledzy to rzuca wszystko i jedzie pomagać. Ja jestem na szarym końcu . Rozmawiam z nim dużo, ale to są moje monologi bo on nic nie mówi, nie odpowiada na pytania, nie mówi o swoich uczuciach. Jedno co słyszę od niego to to, że "nie wiem","ja sam nie wiem dlaczego się tak zachowuję, widać już taki jestem" i tego typu odpowiedzi, które nic nie wnoszą. Kocham go i on mnie raczej też, nie chcę rozwodu, ale takie życie do niczego nie prowadzi