Witam,
od kilku lat (dokładnie od ok 5) co jakiś czas łapie mnie ból w okolicy serca (tzn lewa str klatki piersiowej i pod pachą w okol. żeber), który jest również związany z rwącym bólem szyi i lewej ręki. Piszę dziś, ponieważ zazwyczaj trwało to do 2 dni, a w tym przypadku trzyma mnie już tydzień i zaczyna mnie to zastanawiać. Przy ostatnim napadzie miałam EKG, które nic nie wykazało, lekarz powiedział że cierpię na jakiś "przykurcz mięśni międzyżebrowych" i, że tego się nie leczy. Inni z kolei mówią, że to nerwica i powinnam brać jakieś leki uspokajające. Sama już nie wiem co robić, ale męczą mnie te bóle, ponieważ nie mogę spać na lewym boku, nie mogę też złapać mocnego oddechu bo ból się nasila. Mam też migrenę, więc nie chciałabym brać takich leków jak ketonal, bo wystarczająco się nałykałam przy bólach głowy. Czy powinnam iść do neurologa? Dzisiaj jak poszłam do apteki po jakieś ziołowe leki na uspokojenie, to pani mi powiedziała że nie jestem pierwszą osobą która przychodzi z takimi objawami, a lekarze rozkładają ręce i nie potrafią postawić konkretnej diagnozy a co za tym idzie leczenia. Będę musiała się tak męczyć?