7 czerwca byłam z koleżanką w parku.wieczorem po zdjęciu bluzki zauważyłam wypukłą kropkę na przedramieniu. Kropka ani miejsce wokół niej nie były zaczerwienione,była sobie ot tak. Mama rękoma próbowała mi to wycisnąć z dwóch stron,wyszło z tego dużo ropy(takiej,jak przy wyciskaniu syfów na twarzy). I krew. Nie było zaczerwienione wokół dalej,ale ta kropka została. Rano lekarz wyciągnął mi resztę tej kropki,ale zostawił mi taki mini,naprawdę minimalny czarny ślad,bo powiedział,że to zaschnięta krew i żeby tam nie ruszać,bo można to "rozbabrać". I że na 90 % to nie był kleszcz. Następnego dnia u niego byłam,powiedział,że poprzedniego dnia wyciągnął strupa i że na 99,99 % to nie był kleszcz i nie mam boreliozy.Nie wiem,co robić,jestem straszną panikarą, ale też naczytałam się wiele o kleszczach i zwyczajnie się boję..Nie było u mnie również rumienia, tzw. "słoneczka", o którym słyszałam,że pojawia się natychmiast. Nie wiem,co robić,ciągle powtarzam wszystkim wkoło o boreliozie, panicznie się boję tej choroby.