Zacznę od tego, że sama już nie wytrzymuję ze sobą. Kłamię odkąd pamiętam. O ile w dzieciństwie to były"delikatne" kłamstwa czy te koloryzowanie teraźniejszości to w dorosłym życiu przerodziło się to w koszmar. Mąż już kilka razy postawił ultimatum. Są lata, ze jest spokój, śpię spokojnie a przychodzi taki moment, ze sie zaczyna. zawsze od jednego a potem lawina, jedne kłamstwo ciągnie drugie. Nie są to błahe sprawy a wręcz przeciwnie, bardzo poważne, przede wszystkim finansowe. Czasami wiem,że źle robię ale jakiaś siła bierze górę i znów kłamstwo. Czuję się jak nałogowiec. Mam wspaniałego syna i męża i chcę z nimi być i żyć ale bez kłamstw.Nie stać mnie na prywatne terapie a na nfz czeka się bardzo długo. Co mam robić?