Po co to wszystko? To cholerne życie. 1 dzień jest dobrze a 20 dni - nie. Nigdzie nie mogę się dostosować, mam zespół Aspergera. Nie odpowiada mi żadne środowisko a wszystkie zmiany wywołują u mnie lęk, przygnębienie. Fizycznie nie mam sił. Nie mogę znaleźć pracy, nie mam co jeść, nie mam pieniędzy. Nic mnie nie cieszy tak głębiej. Mam spłycone uczucia i czuję, że to wszystko i tak bez sensu. Myślę, że nie mam depresji choć to może tak wyglądać. Potrafię się cieszyć gdy jestem przy chłopaku. Po prostu wszystko jest (i wiem, że zawsze będzie) takie trudne i skomplikowane. Chodzę rok do psychologa. Od psychiatry dostałam leki, odstawiłam po miesiącu, bo po nich było jeszcze gorzej. Miałam myśli samobójcze ale niczego sobie nie zrobię, nie wiem.. ze względu na strach, brak odwagi, poza tym rodzicom pękłoby serce. Chociaż ja kompletnie nie chcę żyć w tym chorym świecie