Jakieś półtora roku temu chyba uszkodziłem sobie ścięgno w stopie - pamiętam, że mnie nagle zapiekło po trzymaniu wygiętej stopy przez kilka godzin, potem co jakiś czas bolało. Od wtedy byłem kilkukrotnie u lekarza, ale jedyny efekt tego to ketonal w maści i tyle. Miałem robione RTG, bez zmian, USG nie miałem. Obecnie boli mnie ciągle, mam problemy z chodeniem, a lekarz nadal nie widzi problemu (kolejny) - no bo w końcu jakoś jeszcze chodzę, więc nie mam czym się*przejmowac, "mam przyjść, jak już nie będę mógł", eh.

Co w takiej sytuacji mogę zrobić, bo samo to nie zniknie, boję się zresztą, że mam już je jakoś nieodwracalnie uszkodzone po takim czasie, ale nie mam pojęcia, jak i co zrobić, ktoś pomoże?