Witam,

Mamy z mężem po 36 lat. Od kilku lat prowadzimy budowy, których nadzorowaniem zajmuje sie mąż. Twierdzi, że lubi to robić, choć widzę i wiem, że jest to dla niego stresujące.. wiadomo jak to jest "użerać się" z wykonawcami... W ciągu dnia mąż rzadko się denerwuje, jest raczej spokojny, opanowany. To raczej ja jestem bardziej impulsywna. Problem przychodzi nocą, kiedy mój mąż - w mojej ocenie- odreagowuje dzienne stresy. Nie ma nocy by nie zrywał się, nawet po parę razy jednej nocy, albo coś widzi, albo coś słyszy, albo obawia się jakiś pająków, haków, czegokolwiek! co noc to inny repertuar i inne nocne mary. Zrywanie się jest bardzo nerwowe, gwałtowne, jest wyraźnie przestraszony. Muszę go uspokoić, zapewnić gdzie jest, i dopiero wtedy wraca do łózka. Jest to o tyle męczące, że mamy małe dziecko i bardzo, bardzo mi zależy by przesypiać noce, by mieć siły na następny dzień z malutkim, a tymczasem mąż potrafi mnie obudzić nawet pary razy w nocy... Rankiem czasem kojarzy te nocne incydenty, pamięta je jakby przez mgłę. Gdy zaczyna się kolejny poranek i pytam, czy czymś się martwi, czy coś go stresuje - mówi, że nie... Jest pogodny i uśmiechnięty.. a w nocy ogromny stresssssss.... Proszę o radę jak można mu pomóc?? Gdzie szukać pomocy i przyczyny problemu? Co zrobić by mąż spokojnie spał? Na pewno nie zgodzi sie na żadne leki, więc pytanie brzmi raczej, jak uspokoić głowę i myśli przed pójściem spać? Dochodzi do tego, że śpimy w oddzielnych sypialniach... co jakiś czas próbujemy spać razem, ale incydenty się powtarzają, więc znów wyprowadzka do innego pokoju, bo przecież nie mogę zarywać noc w noc...
Wiem, że to może trochę z zewnątrz zabawnie wygląda, ale proszę mi wierzyć... zabawne nie jest.. jest - wyczerpujące.... bardzo.. zwłaszcza mnie. Bardzo proszę o pomoc?
Pozdrawiam serdecznie!