Witam,

Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że będę szukała jakiejkolwiek pomocy na tym forum w dziale problemów psychiatrycznych z niedowierzaniem pokręciłabym głową. W rzeczywistości zdaje sobie sprawę, że istnieje problem, który do tej pory bagatelizowałam, a nie potrafię nazwać albo też przyznać się sama przed sobą, że coś jest na rzeczy. Nie wiem jeszcze na co liczę pisząc tutaj może sam fakt wypowiedzenia się i opisania tego co od jakiegoś czasu siedzi mi w głowie? - Mam tak niepoukładane myśli, że nie wiem od czego zacząć, mówi się, że najlepiej od początku, ale to dla mnie wierutna bzdura, bo ja nie pamiętam kiedy to się zaczęło, ale dawno tylko, że od kilku miesięcy nasiliło się diametralnie. Pod koniec 2012 r zaczęłam się odchudzać czytałam książki, które w swych kolejnych wersach przygotowywały do inedi czyli niejedzenia wprost niedostarczania organizmowi posiłków, a funkcjonowanie jedynie na wodzie. Rezolutnie się do tego przygotowywałam wciąż mając na uwadze "jedz mniej ograniczaj jedzenie" wciąż to słyszałam w głowie, myślach aż w końcu zaczęłam ograniczać jedzenie najpierw zrezygnowałam z mięsa, chipsów, zup, ziemniaków, jajek, najgorzej było jednak z pieczywem - jak mam przestać jeść chleb - myślałam w takim razie co ja będę jadła? Pytałam sama siebie, sukcesywnie udawało się, a ja nie dostarczałam organizmowi dziennej racji pożywienia. Data się zmieniła, rok nowy, miesiąc inny, a ja dalej w tym tkwię chcę powiedzieć sobie dość, ale nie potrafię. Właśnie nie jadłam nic dwa dni, czułam się świetnie jak miałam pusty żołądek, ktoś to wie czym jest głodówka lecznica gdzie można nie jeść choćby 21 dni wie o czym piszę, ale przed usunięciem toksyn z organizmu jest przygotowywanie do tego, a po samej głodówce regeneracja. Zatraciłam się w tym gdy tylko kończę znów chcę zacząć, a wczoraj gdy przyjechałam do domu spoglądam na domowników, z okazji imienin mojej siostry siedzieli przy stole - piwko, kanapki etc. Tak żałowałam, że przyjechałam za wcześnie - usiadłam do stołu po wcześniejszym złapaniu oddechu, nie jadłam drugi dzień, słyszę kołatanie serca, ból głowy , suche usta, bo nie potrafię dostarczać choćby 1,5 l dziennie wody. Słyszę "jedz", "wypijesz piwo", Ok wypiłam jedno owocowe piwo, później jeszcze pół, ale gdy tylko goście poszli zostałam sama z tym wszystkim. I co się stało? - Wprost rzuciłam się do lodówki, lubię jeść sama gdy nikt nie widzi, ale najgorsze są pretensje i ten wewnętrzny głos... znowu zjadłaś, czy oni nie rozumieją, że chce być chuda? Nie chce być gruba, czuje się bezsilna. W połowie lutego miałam zabieg usunięcia migdałków i przerośniętych małżowin nosowych, ciężko to zniosłam, coś strasznego, pobyt w szpitalu, szpitalne kroplówki, jedna za drugą, leki przeciwbólowe, brak apetytu. Pielęgniarki, lekarze przychodzili do mnie abym już zaczęła jeść, gardło przy przełykaniu cholernie bolało, że nie mogłam nic przełknąć, a do szpitala poszłam na przysłowiowym głodzie. Wymigiwałam się tym, że jak mogę jeść skoro gardło piecze jak cholera, zero ciepłych płynów, a wcześniej tak uwielbiałam pić herbatę. Co się ze mną stało??
Następnie długa regeneracja w domu, dostałam wytyczne od lekarza, czekałam na wyniki i po prostu gdy usłyszałam od lekarza "oszczędzający tryb życia przez miesiąc" utkwiłam na ten czas w łóżku gdzie domownikom wmówiłam, że nie mogę jeść jeszcze po zabiegu gdyż sprawia mi to problem, oczywiście niektórych rzeczy nie przełknęłabym wtedy, ale przecież mogłam jeść normalnie pewne rzeczy. Zdaje sobie sprawę, że to dzieje się w psychice, nie wiem co mam robić. Wracając do tego co wydaje mi się istotne i o czym chciałam wspomnieć to fakt, że przed zabiegiem gdy coś zjadłam powodowałam u siebie wymioty, czas tak mijał, a dni upływały, że nim zdałam sobie sprawę byłam w jakimś ciągu tych zdarzeń. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że tak mogę, potrafię - przecież to obrzydliwe, ale jednak jesteś słaba, powtarzałam sobie nie umiesz wyśrodkować tego co powinno być ważne, a nie jest. Jedne święta minęły mi na ograniczeniach, Nowy Rok, a teraz zaraz drugie Święta i też ważne wydarzenie w mojej rodzinie ślub mojej siostry gdzie jestem świadkową - a ja już myślę jak uniknę niejedzenia, boje się. Mam 21 lat i popieprzony świat, chciałam teraz też powodować wymioty gdy coś zjadłam, ale nie potrafiłam się przemóc, a poza tym wciąż w niszach gdzie były migdałki goi się, wczoraj chęć ogromna, ale powstrzymałam się, dziś nie umiem. W nocy nie mogłam zasnąć generalnie to jestem śpiochem, długo sypiam popadając w skrajności, bo teraz nie mogę spać 4 godziny mi wystarczy, by drugiego przespać cały dzień. Gdzie mam szukać pomocy? Czy to choroba? Przecież ja tylko chciałam trochę schudnąć, a teraz.. teraz czuje się zagubiona w tym wszystkim, sama. Czy ja jestem nienormalna? Czy nienormalnym jest to, że nie chce ważyć więcej? Wczoraj gdy byłam na zakupach w sklepie spożywczym gdzie tylko poszłam popatrzeć na produkty, a lubię przeglądać etykietki z tyłu co ile ma kalorii etc. (i to był jeden z pierwszych symptomów, który doprowadził mnie do obecnego stanu oprócz myśli, że jestem gruba, bo odkąd pamiętam zanim kupiłam coś patrzałam, oglądałam, a w efekcie końcowym odkładałam z powrotem na półkę) spotkałam moją byłą szefową powiedziała "schudłaś wyglądasz jak patyk" - cholernie się ucieszyłam, ale tylko na chwilę, bo zaraz pojawiły się myśli, że ona tak specjalnie, tzn. widzi mnie jako grubą osobę, a mówi tak specjalnie. Nie potrafię tak dużej.
P:S Jeśli dobrnąłeś do końca tej lektury znaczy, że możesz mieć duże pokłady cierpliwości. Przepraszam za nieskładne słowa.