Witam! Mam mały problem, już tłumaczę o co chodzi. Od paru lat chodzę po okulistach by zbadać moją wadę wzroku. Pierwsze badania wykonałem około 6 lat temu w wieku 13 lat, wtedy okulista powiedział mi, że mam wadę oscylującą w okolicach -3,5 na prawe oko. Po roku okazało się, że wada "cudownie" się cofnęła. W tym roku przez ostatnie miesiące cierpię na ból głowy , nie mam siły na nauke itd. Po przejrzeniu niezliczonej ilości artykułów dowiedziałem się, iż to może być związane właśnie z wada wzroku. Poszedłem do tego z pewnym dystansem, bo sam fakt "powracającej" wady trochę mnie zadziwił. Po badaniach okazało się, że mam wadę na prawe oko -1,75 na co lekarz zalecił -1,5 sferyczne, na lewe 0. Tydzień później poszedłem wybrać oprawki, a dmuchając na zimne zaproponowano mi kolejne badanie (tym razem darmowe) na którym wyszło -0,75 już bez sfer. Dzisiaj poszedłem by w końcu rzeczywiście kupić te oprawki i znowu los chciał, że mnie zbadano. Wyszło mi -0,25 i astygmatyzm. Przepisano mi szkła do oprawek: essilor- orma 1,5 crizal alize uv 24h-70 prawe oko: -0,50(+0,25) 175* i na lewe essilor- orma 1,5 crizal alize uv 24h-70 lewe oko: plan. Każde z szkiełek kosztuje bagatela 230 zł (!). Cena mnie zdziwiła, sprzedawca zapewniał że to normalna cena, mimo mojej wady na lewe oko która wynosi 0. Czy w ogóle jest możliwe, żeby wada tak "skakała" jak ma to miejsce? Czy nie oszukano mnie przy zakupie szkiełek?