Witam,
od około roku próbuję unormować moją prolaktynę, choć przypuszczam, że problem by już dużo wcześniej, w momencie, gdy okazało się,że nigdy (!) nie miałam regularnej miesiączki (mam 23 lata). Jakieś 2 lata temu mialam całkowite zaniki miesiączki, wtedy lekarz przepisała mi luteine, aby ją wywołać- poskutkowało, ale jednorazowo. Potem miałam nadżerkę, raz i drugi. Leczenie pomogło. Kolejne opóźniające się lub zanikające miesiączki to stres, dojrzewanie (!) itp. Po zmianie lekarza już przy pierwszej wizycie (luty 2015) dostałam skierowanie na wyniki prolaktyny i tarczycy. Tarczyca w porządku, prolaktyna ok 46. Dostałam bromergon- trzy miesiące wycięte z życia. Skutki uboczne nie dały mi żyć, ciągle zasłabnięcia, wymioty, brak apetytu lub nadmierny apetyt i wymioty, senność i tak ciągle... Ale czego nie robi się dla zdrowia. I ten dzień- wyniki... i prolaktyna pod 48. Lekarz zalecił norprolac, brać miesiąc i zrobić wyniki. Po miesiącu wynik 1 (!). Podejrzenie- gruczolak przysadki. Ale trzy miesiące przerwy, powt, powtórzyć badania i zobaczymy. Wyniki 38... W tym wszystkim okropne bóle głowy . Konsultacje z neurologiem potwierdziły- migreny z aurą. Skierowanie na rezonans przysadki i wyniki nic nie wykazały. I czekam. Biorę norprolac, bóle głowy nie ustają ( neurolog uprzedzał, że hormony będą nasilały migrenę), czasem doprowadzą do wymiotów, zasłabnięć. Cala ta sytuacja wpływa na moje życie. Stres to wszystko nasila. Nie wiem co dalej, z kim się konsultować. Jaki jest sens brania leków i codziennie (!) walczyć z bólem głowy. Proszę o pomoc...
Pozdrawiam,
Natalia