Witam serdecznie. Umiejscowiłam temat w tym dziale, ponieważ, moim zdaniem, mój problem może mieć podłoże psychologiczne. Napiszę od początku co mnie spotkało. Otóż już trzeci raz w ciągu zaledwie kilku miesięcy złapał mnie szczękościsk. Za pierwszym i drugim razem pojechałam na pogotowie. Dali mi rozkurczająco hydroxyzynę w zastrzyku i po ok. pół godziny odpuściło. Oprócz szczękościsku towarzyszyły mi drganie rąk i nóg. To również odpuściło. Ale po tym zastrzyku leżałam w łóżku dwa dni i nie mogłam normalnie funkcjonować. Za trzecim razem gdy złapał mnie szczękościsk (miało to miejsce w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych) już wiedziałam co robić i pojechałam na pogotowie. Dali mi zastrzyk, który zadziałał. Poleżałam w łóżku, ale następnego dnia rano znów mnie złapało, postarałam się chwilę z tym pochodzić, ale już koło 18 nie wytrzymałam, bo wciąż miałam nawroty i na chwiejnych nogach po poprzednim zastrzyku pojechałam na kolejny. Dostałam kolejny i znów do łóżka. Na następny dzień jak się obudziłam, to poczułam powiększone migdały i węzły chłonne. Domyślam się, że to od zapalenia gardła mógł pojawić się szczękościsk, ale zarówno za jednym jak i za drugim razem lekarze zaglądając w gardło nic nie stwierdzili. Teraz jestem na antybiotykach i powoli dochodzę do siebie. Dostałam hydroxyzynę w tabletkach, ale nie mogę jej brać, bo mam wszystkie skutki uboczne (m.in. zawroty głowy, kołatanie serca, silne zaburzenia wzroku, poty i drgawki - takie objawy miałam już po dwóch tabletkach). Hydroxyzynę odstawiłam i już do niej nie wrócę. Stąd moje pytanie, co mogę brać zamiast tego leku? Obawiam się, że szczękościsk może wrócić, a jak o tym myślę, to mój stan lękowy sprawia, że sama mi się szczęka zaciska. Proszę, pomóżcie, bo chcę normalnie funkcjonować.