Witam
Na samym początku chcę zaznaczyć że po raz pierwszy zdecydowałam się na opisanie swoich dolegliwości w sieci i prośbie o poradę lekarską online. Mam 33 lata i chciałabym poznać opinie lekarza odnośnie moich dolegliwości. Co prawda byłam już u kilku lekarzy (neurologa, kardiologa, laryngologa i ginekologa do których wysłał mnie internista) ale cały czas mam wrażenie że wizyta odbywa się tylko jednostronnie tzn ja mówię i mam wrażenie że nikt mnie nie słucha liczy się tylko krótki czas jaki lekarz może mi poświecić między jednym pacjentem a drugim. Dlatego zdecydowałam się opisać to co mi dolega bo słowo pisane nie ucieka tak jak to mówione. Proszę o informacje co powinnam zrobić i jak postąpić.
Cała moja historia zaczęła się 4 lata temu. Byłam 29 letnią szczęśliwą choć zmęczoną mamą dwóch chłopców którzy obecnie mają 7 i 5 lat. To był czerwiec 2009 roku kiedy po urodzeniu drugiego syna dostałam pierwszą miesiączkę od czasu porodu. Wystąpienie tego okresu już wtedy poprzedził silny napad migreny z aurą kiedy mąż wzywał pogotowie ponieważ nic nie widziałam i sparaliżowało mi całą lewą stronę ciała. Potem wystąpiły napady ja to nazywam wyładowania nerwowego które polegały na tym że było mi strasznie zimno i miałam drgawki jak przy wysokiej gorączce, ogromny niepokój i lęk. Wszystkie te anomalia ustępowały i co jakiś czas w różnych odległościach czasowych pojawiały się przed kolejną miesiączką. Nie ukrywam że w tamtym czasie kiedy moje młodsze dziecko miało 9 m-cy (czyli w czasie pojawienia się pierwszego okresu po przerwie) zaczęło się zanosić aż do omdlenia z byle jakiego powodu. Stwierdzono u niego po licznych badaniach że ma siny bezdech afektywny. To dodatkowo wywoływało we mnie ogromny stres ponieważ po całych dniach przebywałam z chłopakami sama i bałam się aby napad się nie powtórzył. Może i ten fakt miał jakiś wpływ na to co się potem działo. Okres zawsze miałam nieregularny i występował co 30-36 dni. Natomiast wówczas te rozbieżności dochodziły nawet do 50 dni ale tłumaczyłam to sobie ze to jeszcze wina hormonów po ciąży. W każdym bądź razie z każdym okresem zaczynałam się czuć coraz gorzej. Miesiączka trwała i trwa 7 dni i była bardzo obfita więc mówię sobie na pewno moje samopoczucie jest takie ze względu na dużą utratę krwi. Byłam u lekarza kazano mi łykać witaminy i minerały. A mój stan fizyczny i psychiczny coraz bardziej dawał mi w kość. Dowiedziałam się że mam mięśniaka 2 cm usytuowanego na tylnej scianie macicy i ze najprawdopodobniej przez niego mam taki obfity okres liczne skrzepy i bóle w dole brzucha. Podczas badań hormonalnych ginekolog stwierdził ze mam rozchwiane hormony (jeśli dobrze to określę to mam niedorozwój genadotropin bo mam bardzo mało progesteronu w stosunku do poziomu estrogenów a pozostałe poziomy hormonów są w normie). Dostałam wtedy hormony które miały trochę uspokoić moje pobudzone jajniki. W czasie ich brania miałam znów drgawki i napady paniki. Co skłoniło mnie do stwierdzenia że chyba wszystkie moje problemy zdrowotne są związane z hormonami. Nikt jednak nie umiał mi odpowiedzieć czy mam rację i czy jest to możliwe. Z czasem zaczął pogarszać się też mój stan psychiczny zaczęły występować lęki ataki paniki do tego stopnia że zaczęłam bać się wychodzić z domu a nawet zostawać w nim sama. Były momenty że błagałam męża aby nie wychodził. Wtedy podczas kolejnej wizyty u lekarza zasugerowano mi abym poszła do psychiatry bo to może być depresja. Byłam dostałam nawet leki na depresję i napady lęku. Brałam je dość długo ale efektu zbyt dużego nie było poza tym że tak mnie pobudziły iż nie mogłam na miejscu usiedzieć. Czułam się jakbym wszędzie się niesamowicie spieszyła, ścigała z czasem. Leczenie to zostało zakończone a objawy pozostały. Tak jak pisałam wcześniej wszystkie objawy jakby z każdym miesiącem ewoluowały i zmieniały się i zaczęły pojawiać się cyklicznie w określonych dniach cyklu co dodatkowo utwierdziło mnie w przekonaniu ze to jednak hormony mogą mieć taki wpływ na moje życie które po 4 latach męczarni nie jest już takie jak było dawniej. Jak to wygląda na dzień dzisiejszy a mianowicie tak:
Na tydzień przed okresem zaczynam się źle czuć, mam chwiejna postawę czuję się jak pijana, nie mogę ustać w jednym miejscu nieruchomo bo wydaje mi się że ziemia ucieka mi spod nóg. Mam napady słabości i uderzenia gorąca (ale nie zawsze), bardzo bola mnie piersi a pod palcami czuć twarde grudki wielkości kurzego jajka. Pojawiają się zawroty głowy a z nimi mdłości i brak apetytu. Po wystąpieniu miesiączki tak jak pisałam jest ona tak obfita że przez pierwsze trzy dni najlepiej by było abym nie wychodziła z domu bo non stop musze być w ubikacji. Z każdym dniem miesiączki nadal utrzymują się zawroty głowy głównie przy zmianie pozycji ciała i głowy, mam przyspieszony puls, kołatanie serca, niepokój przechodzący w napady lęku, przygrabienie, płaczliwość, sucho w ustach, raz mi zimno raz gorąco, bezsenność, osłabienie do tego stopnia ze mam wrażenie jakbym zaraz miała zemdleć, brak koncentracji, luki w pamięci, mdłości i brak apetytu. Wszystkie te objawy utrzymują się tak do kilku dni po miesiączce czyli od momentu wystąpienia do ich zaniku to ok. 14 dni. Po tym czasie wszystko powoli wraca do normy (poza moim stanem psychicznym bo zanim wrócę do równowagi trochę to trwa) i pojawia się w trochę słabszym stopniu w czasie owulacji. Okres obecnie mam co 44 dni więc na cały cykl dobrze się czuję ok. 20 dni. I co jest jeszcze ciekawe to to że nasilenie tych objawów jest różne w zależności od danego cyklu.
Zmuszona żyć i jakoś funkcjonować w pewnym stopniu starałam się do tego rodzaju dolegliwości przyzwyczaić ale różnie mi się to udaje. Mam dni załamania kiedy mam już wszystkiego dość wtedy najlepiej zamknęłabym się w domu marząc o tym aby to się wreszcie skończyło.
Ostatnio w dniu gorszego samopoczucia poszłam do ginekologa opisując powoli wszystko co się ze mną dzieje dzień po dniu. Pan doktor powiedział mi po raz kolejny że te objawy świadczą o złej pracy jajników i że należałoby je wyciszyć. Przepisał mi antykoncepcję w formie tabletek MARVELON. Trochę baje się je brać ze względu na moją migrena z aura która jest jednym z podstawowych przeciwwskazań do antykoncepcji hormonalne. Mimo wszystko powiedziałam sobie że zrobię wszystko żeby w końcu zacząć normalnie żyć (bo na dzień dzisiejszy mam wrażenie ze raczej wegetuję). Przez pierwszy tydzień było ok. ale z czasem dalszego zażywania nasiliły mi się wahania nastrojów i głównie spazmatyczny płacz z byle powodu bez możliwości uspokojenia się. W nocy pojawiły się poty, budzę się cała mokra nie mogę spać albo jestem taka senna że już o 19 leżę w łóżku i śpię, mdli mnie co powoduje ze nie mam apetytu, boli mnie brzuch, mam napady potwornego lęku jakby łapał mnie ze zdwojona siłą, szumi mi w głowie zatyka uszy jestem bardzo nerwowa ostatnio nakrzyczałam na synów chociaż nic nie zrobili. Nie wiem czy to skutki uboczne leków czy po prostu podanie hormonów spowodowało ze mój organizm szaleje tak jak ok. 4 lata temu jak to wszystko się zaczęło. Ostatnio wyczytałam w jakimś artykule że złe poziomy progesteronu i estrogenu mogą mieć bardzo zły wpływ na samopoczucie fizyczne i psychiczne człowieka. Dlatego tak bardzo uparłam się że to właśnie one są powodem moich wszystkich dolegliwości. Chciałaby prosić o poradę w mojej sprawie bo jestem już strasznie zmęczona i zdesperowana szczególnie ze wszyscy chcą mi wmówić że problem jest w mojej głowie i że wszystko sobie wymyśliłam. Ostatnio nawet zaczynam już w to powoli wierzyć skoro wciąż to słyszę.
Dodam że pozostali lekarze u których byłam stwierdzili po badaniach ze jestem okazem zdrowia.