sama w sumie nie potrafię odpowiedzieć na pytanie czemu odwiedziłam to forum.. chyba po prostu odczuwam jakąś wewnętrzną potrzebę wyrażenia swoich myśli, odczuć, przeżyć...
Mam 17 lat, ale pomimo swojego młodego wieku zawsze byłam postrzegana jako osoba bardziej dojrzała emocjonalnie od swoich rówieśników, także nie chciałabym, aby moja wypowiedź była postrzegana jako 'wyznania niezadowolonej z życia nastolatki'..
W mojej głowie kłębi się tak wiele myśli.. szkoła, rodzina, przyjaźń, samoocena, jedzenie... nie wiem gdzie znaleźć początek swojej wypowiedzi..
mieszkam w małej miejscowości, ale uczę się w swojej wymarzonej szkole poza miejscem zamieszkania, także w dni robocze mieszkam w bursie szkolnej, a w mieście rodzinnym spędzam tylko w weekendy. zawsze byłam zdolną uczennicą.. Pomimo tego, że w gimnazjum moje oceny nie były zbyt wysokie, ze względu na negatywny wpływ środowiska na moją osobę( wagary, piwko, imprezy itp), potrafiłam osiągnąć swój cel i dostałam się do wymarzonego technikum. Na początku nie miałam większych problemów, wszystko przychodziło mi bezstresowo, z łatwością. Teraz jednak bardzo denerwuję się, stresuję każdym sprawdzianem, kartkówką, odpowiedzią z przedmiotów zawodowych, chociaż wiem, że jestem bardzo dobrze przygotowana, a moja wiedza na temat zawodu znacznie przewyższa wiedzę osób z klasy, gdyż wybrałam zawód taki, jak moi rodzice. Wydaje mi się że to właśnie przez to, że chcę za wszelką cenę pokazać się rodzicom z jak najlepszej strony, podnoszę sobie maksymalnie poprzeczkę i nie dopuszczam do siebie możliwości porażki.. Ale niestety takowe się zdarzają, a jestem osobą raczej o słabej psychice, więc sobie po prostu nie radzę..
Jeżeli chodzi o relacje damsko-męskie, to pomimo tego, że poznałam wielu bardzo sympatycznych chłopców, to nigdy nie potrafiłam się emocjonalnie zaangażować w żaden związek. Tworzyłam w swojej głowie podświadomą blokadę przed uczuciami, bałam się przyszłego odrzucenia, porażki.. Jakiś czas temu poznałam w szkole chłopaka, S. , który od razu zwrócił moją uwagę(ba! błękit jego oczu zaburzał totalnie rytm mojego serca :>) , lecz jako nieśmiała, niepewna siebie osoba nie robiłam nic w kierunku bliższej znajomości, nawet z nim nie rozmawiałam. Dopiero po kilku miesiącach napisałam do niego, trochę popisaliśmy.. pojawiłą się we mnie nadzieja, że może jednak nie jestem aż tak złą osobą jak zawsze sądziłam.. że może ktoś na tym świecie zauważy we mnie osobę wartą uwagi.. Spotkałam się z S. kilka razy, zawsze po powrocie ze spotkania z nim czułam, że mogę wszystko( chyba niepotrzebnie pokonałam w.w. blokadę).. Wybraliśmy się razem na imprezę, potem poszliśmy na spacer i pocałował mnie raz, drugi, trzeci.. można powiedzieć że na jakiś czas utonęliśmy w pocałunkach.. fakt, było to pod wpływem alkoholu, ale dla mnie to coś znaczyło, w przeciwieństwie do niego, gdyż w moim odczuciu potraktował mnie jak hmm.. koleżankę na jedną imprezę, nie odpisywał na sms, nie dawał znaku życia itd itp..
W tym samym czasie pokłóciłam się z przyjaciółką, siostrą, nie byłam usatysfakcjonowana ocenami w szkole.. Zaczęłam myśleć, że nie nadaję się do niczego.. że jestem złą siostrą, córką, przyjaciółką, uczennicą (poijając fakt, że uczę się najlepiej z klasy), że jestem gruba brzydka, nie nadaję się do życia w społeczeństwie.. a zwłaszcza do bycia z kimś.. zaczęłam się kompletnie izolować od świata.. w szkole z nikim nie rozmawiałam, siadałam sama w kącie z słuchawkami w uszach i próbowałam jakoś przetrwać te kilka godzin w szkole.. zawsze byłam osobą 'przy kości', lecz nigdy mi to nie przeszkadzało.. aż do tamtego czasu .. psychicznie byłam nie do życia.. chodziłam do szkoły, wracałam, kładłam się na łóżku i potrafiłam leżeć godzinami wpatrując się w jeden punkt.. moje współlokatorki( mieszkam z dwiema najlepszymi przyjaciółkami) były bezradne, nie wiedziały co mi jest.. zaczęły się wówczas moje problemy z odżywianiem, innymi słowy: przestałam jeść. Pomimo pełnej świadomości skutków takiego postępowania (moja przyjaciółka leczy obecnie anoreksję), zaczęłam przyzwyczajać organizm do diety: od poniedziałku do piątku jem tylko herbatę, w weekendy zajadałam się aż nadto, ale od razu w poniedziałek miałam wyrzuty sumienia po zjedzeniu takiej ilości jedzenia, więc znowu nie jedłam i tak dalej.. kilkakrotnie wymiotowałam po jedzeniu.. taki tryb odżywiania utrzymuje się do tej pory(trwa to jakieś 3 miesiące), lecz nie jestem w stanie tego zmienić, gdyż wszystkie problemy zepchnęłam w głąb umysłu, nie chcę o nich myśleć.. czuję, żę straciłam kontrolę nad życiem, umysłem.. wszystko z pozoru wydaję się tak proste, a w rzeczywistości wszystko mi się miesza, plącze w głowie..
bardzo wiele rzeczy mi jeszcze w głowie siedzi, które mnie martwią, dołują, nie pozwalają mi prostolinijnie myśleć.. nawet nie potrafię do końca ubrać tego w słowa..