Witam,
niedawno mój przyjaciel wyznał mi coś, co nie wiem czy do końca jest prawdą,jednak zawsze był ze mną szczery. Mianowicie powiedział,że od dziecka miewa halucynacje. Nie jestem pewna ale to chyba zaczęło się po śmierci jego ojca (chyba to widział), który z resztą nie był dobrym rodzicem. Matka nic o tym nie wie bo jako dziecko nie mówił jej a ona nie zauważyła. Później po rozmowie z kolegami gdy zauważył,że tylko on tak ma bał się powiedzieć matce i do tej pory nie chce iść do lekarza gdyż boi się iść do psychiatryka. W późniejszym czasie po śmierci ojca widział wisielca w piwnicy bloku i gdy szedł ze znajomą po mieście autobus ją potrącił i zmarła. Z tego co mówił, wnioskuje że ma halucynacje wzrokowo-słuchowe. Jedną z nich np. była scena zabójstwa jego dziewczyny czy przybita gwoźdźmi rodzina do sufitu. Trwają średnio 15 min a jak ma gorszy humor nawet do 30 min. Pojawiają się kilka razy w miesiącu. Ciężko mi uwierzyć, że można mieć takie halucynacje nie biorąc żadnych narkotyków i to jeszcze od dziecka. Do lekarza nie chce iść, bo jak twierdzi powiedzą, że jest psychicznie chory i zamknął go w psychiatryku po którym wyjdzie wyprany z emocji albo dadzą mu leki co go zamienią w warzywo. Jednak bez zgody jego czy rodzica nie mogą go zamknąć prawda? Ma 15 lat. Co o tym myśleć ? Udało mi się go zaciągnąć do lekarza, lecz od razu mamy się umówić do psychiatry? Z góry bardzo bardzo dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.