Witam,
parę miesięcy temu po 2.5 tygodniowym ciągu na amfetaminie i innych substancjach doznałem psychozy amfetaminowej, mogłem formować otoczenie myślami, przesuwać ściany dotknięciem ręki, widziałem setki żab biegających po ścianie itp.
Znałem ten stan (w słabszej formie) z przeszłości i przez następne ~~2 dni od wystąpienie wcześniej wspomnianych efektów ciągle dorzucałem amfetaminy i marihuanę, żeby jeszcze bardziej podkręcić wizje, "bawiłem się halucynacjami", trzeciego dnia zacząłem widzieć, czuć, słyszeć a nawet komunikować się z duchami, zbieg okoliczności (włamanie na komputer) przekonał mnie do tego że jednak halucynacje te są prawdziwe.

Tego dnia wylądowałem w psychiatryku (pierwszy raz), ale już w drodze do niego zrozumiałem, że tylko "wkręcam sobie" istnienie duchów, lekarz stwierdził, że jestem w dobrym stanie i wróciłem do domu.

Przez następne dni objawy obecności duchów nasilały się, czułem dotyk ręki na ciele, chwytanie za kończyny przeszywające zimno, skurcze, kątem oka powidoki.

Trzeciego dnia (licząc od psychiatryka) gdy położyłem się spać czułem jakby ktoś ważący 50 kilo siadł mi na plecach i mnie masował, chciałem wybiec z mieszkania ale powstrzymałem się i nie zmrużeniem oka przez całą noc.

Intensywne ekscesy z duchami trwały w sumie tydzień, po wizycie znajomego i opowiedzeniu mu historii znacznie straciły na sile, w ciągu dnia i nocy pojawiały się jeszcze przez miesiąc coraz bardziej tracąc na sile.
Uważam, że stało się tak ponieważ po prostu ułożyłem sobie całą sytuację w głowie, uwierzyłem, że przeżycia były nierealne a moje myślenie nieracjonalne.



Teraz mija coś 3 miesięcy od feralnych wydarzeń i co jakiś czas gdy chodzę spać, znajduję się już w łóżku, mam halucynacje dotykowe (uczucie dłoni i masażu), zauważyłem również że ich intensywność wzrasta po marihuanie.

Dochodząc do clue tego przydługiego wywodu - zastanawiam się czy warto udać się na konsultację psychiatryczną.
Czy warto rozgrzebywać ten temat? Czy może narobię sobie taką wizytą więcej złego niż dobrego?

Zaznaczam, że sam osobiście czuję się psychicznie dobrze, powiedziałbym, że nawet lepiej niż wcześniej (zaczęcie dobrych studiów i nowe cele w życiu) a te pojawiające się omamy traktuję jako pozostałość przeżytej psychozy, ignoruję je i co najwyżej po 30 minutach wiercenia się w łóżku zasypiam. Choć przed całą sytuacją również mi się to zdarzało. Nie mam depresji, narkotyki mocno ograniczyłem (3x w ciągu 3 miesięcy), w życiu sobie radzę.