Witam,

od dawna borykam się z częstym oddawaniem moczu. Robiłem badania ogólne moczu jak i badania na posiew. Następnie usg pęcherza, nie wykazało niczego złego. Miałem kilka swoich podejrzeń, których jeszcze nie zweryfikowałem. Zauważyłem jednak coś co mnie "olśniło". Miałem bardzo suchą skórę na główce penisa i napletku, stulejki nie ma bo napletek się zsuwał calutki z głowy penisa ale tak trochę hmm.. "niewygodnie" tak to ujmę. Zacząłem więc szukać i okazało się, że mogę mieć grzybicę na penisie a jednym z objawów grzybicy jest właśnie częste oddawanie moczu oraz wysuszona skóra na główce penisa i pod napletkiem. Zamierzałem pójść do dermatologa ale przed tym postanowiłem się zająć sam tą sprawą. Kupiłem maść bez recepty o nazwie "Clotrimazolum", wymyłem dokładnie penisa płynem, wysuszyłem całkowicie a następnie wtarłem obficie i bardzo dokładnie w całego członka ową maść. Już po samym wcieraniu zauważyłem, że mój penis inaczej reaguje, jest inaczej nawilżony (skóra strasznie się rozluźniła) niż po innych kremach itd. ale mniejsza o to. Od razu po wtarciu zauważyłem zmniejszone parcie na oddawanie moczu, dziwne, że tak nagle po ja wiem.. godzinie od posmarowania go?

Naszło mnie od razu pytanie i ciekawość w jednym. Jak to możliwe, że maść na grzybicę wcierana na zewnątrz penisa powoduje mniejszą potrzebę oddawania moczu skoro jakby nie patrzeć mocz zbiera się gdzieś wewnątrz w organizmie, tam się gromadzi itd. Wiecie chyba o co mi chodzi? Jak coś co działa na zewnątrz powoduje korzyść na rzeczy, które tworzą się u nas w środku w ciele? Na częste oddawanie moczu powinien raczej pomóc jakiś lek doustny lub coś co znajdzie się w środku człowieka...

Chciałbym się po prostu dowiedzieć na jakiej zasadzie to działa w taki sposób, że mój organizm i trzymanie moczu reaguje na to tak pozytywnie? Ot, zwykła ciekawość człowieka.

Pozdrawiam.