Cześć,
Odkąd pamiętam zmagam się z moim ciałem. Gdy patrze w lustro to widzę grubego potwora. Czasem po jedzeniu mam, aż ochotę się popłakać. Nie umiem siebie zaakceptować. Wręcz nienawidzę siebie. Mimo ćwiczeń i zdrowego odżywania się nie chudnę.
Zacznę od początku: zawsze lubiłam jeść i miałam tendencje do tycia. Póki mieszkałam u dziadków było ok. W 6 roku życia zamieszkałam z rodzicami. To był koszmar, który do dziś wspominam. Bicie, wyzwiska, plucie w twarz. Rodzicom zdarzały się ''maratoniki'' w znęcaniu się. Nie miałam żadnych koleżanek. W tym okresie życia byłam uznawana za bardzo dziwną osobę. Wycofaną, nieśmiałą, zamkniętą w sobie. Do tego byłam cała w siniakach. Nie chciałam się rozbierać w szatni przed wf. Byłam tak przewrażliwiona,że nawet krzywe spojrzenie mnie przerażało. Byłam wtedy bardzo samotna. Rodzice zabraniali mi płakać. Musiałam dusić wszystko w sobie. Jako nastolatka zaczęłam ciąć się po nadgarstkach. To również szybko wychwycili i zakazali tego. Właściwie jedyne co mogłam to... jeść... Już jako 7 letnia dziewczynka, umiałam zjeść trzy wielkie paczki chipsów, zapijać je kolą i wcisnąć jeszcze batoniki. Matka nie gotowała. Jeżeli już to bardzo rzadko. Jak jadłam coś to głownie fast foody. Wtedy mi to nie przeszkadzało, bo jak wspomniałam wyżej, lubiłam jeść. Problemy zaczęły się kiedy matka i koleżanki zaczęły wyzywać mnie z powodu wagi. Wtedy zaczęła się taka huśtawka. Najpierw nic nie jadłam. Przez parę dni. Potem jadłam tak dużo, że aż nie dawałam rady i wymiotowałam. Gdy zaczęłam chodzić do liceum odkryłam w sobie zdolności muzyczne i aktorskie. Było lepiej. Tzn dalej odżywiałam się niezdrowo, ze względu na to,że matka nie gotowała, ale powiedzmy,że wagę miałam ok. Po rozpoczęciu studiów zaczęły się u mnie najgorsze problemy z wagą. Zawsze trafiałam na złych ludzi np mój ex był alkoholikiem, który potrafił mnie uderzyć... wpadałam wiecznie w złe towarzystwo (ten etap doboru ludzi mam już za sobą). Wylądowałam u psychiatry i psychologa. Zdiagnozowali u mnie zaburzenie typu boderline, depresje i nerwice. Moje jedzenie nazwali kompulsywnym. Dostałam leki antydepresyjne, na których bardzo schudłam. Po wielu latach jednak odstawiłam leki. Nie można się na nich uczyć...Nie chciałam także spędzić całego życia na ''haju''. Zdarzały mi się epizody gwałtownego chudnięcia i gwałtownego tycia. W ciągu roku utyłam tak,że nie mogę na siebie patrzeć... Niestety, głównie alkohol przyczynił się do wzrostu wagi. Potwierdzam również diagnozę psychiatry- nie jem ciałem, tylko emocjami. Bo mi smutno, źle się czuje etc. Niedawno postanowiłam zerwać z tymi sprawami raz na zawsze. Zaczęłam zdrowo się odżywiać, ćwiczyć i... nic. Zupełnie nic się nie zmieniło. To był dla mnie wielki cios. Do tego stopnia,że znów zaczęłam powracać do starych nawyków jedzenia do upadłego.
Szczerze mówiąc nie wiem już co robić... Mam bardzo złe myśli. Zazdroszcze szczupłym koleżankom. Nie kontroluje swoich reakcji... Jem wbrew sobie... Nie wiem kompletnie jak mam poradzić sobie z jedzeniem i z własnym ciałem?