Choroba neurologiczna czy nerwica? Co mi dolega? Wykluczono większość chorób w tym. SM, guzy mózgu -czysty obraz w MRI, anemia -płytki krwii, wit. B12 w normie, cukrzyca, TSH w normie, kolagenozy, toczeń -brak przeciwciałjądrowych ANA,
choroby płuc -czyste rtg i spirometria w normie, tężyczka, borelioza -brak przeciwciał w WB i pCr, choroby serca-czyste EKG.
Lekke spłycenie lordozy szyjnej, Miopatia? a może tylko zapalenie wielomięśniowe? zespół łagodnych fascykulacji? To są tylko moje przypuszczenia
Póki co wszystkie badania w normie, a lekarze nie widząc odchyleń w badaniach coraz częściej zrzucają na nerwice

Witam. Jestem młodym mężczyzną, mam 28 lat i od dłuższego czasu nie potrafię znaleźć przyczyny fatalnego samopoczucia. Zaczęło się w lipcu 2012 od uczucia paraliżu żuchwy, języka, mięśni twarzy. Odczuwałem chwilowo blokadę w mówieniu, poruszaniu żuchwą i połykaniu. Przez pewien czas miałem wrażenie że jest to udar mózgu co wykluczyło później badanie MRI. Objawy ustąpiły na około tydzień, po czym pojawiły się dziwne doznania typu: mrowienia na języku, gula w gardle, duszności w nocy. Tym dolegliwością towarzyszą do dziś mrowienia kończyn i dziwne drżenie mięśni. Trafiłem na oddział neurologiczny gdzie doktor po krótkim-standardowym badaniu stwierdził że nic mi nie jest i szybko wypisano mnie ze szpitala. Od lipca moje samopoczucie stale się pogarsza. Najbardziej uciążliwe jest drętwienie języka. Zauważam często że mowa w godzinach wieczornych jest niewyraźna, splątana co przyprawia mnie do furii. Czuje że postępuje także osłabienie odruchów gardłowych. Póki co jednak się nie krztuszę, ale jedzenie sprawia coraz więcej problemów. Mięśnie przełyku są jakby niesprawne, sztywne, tak że jedzenie się po prostu zatrzymuje. Zaznaczę że w badaniu lekarskim neurolog nie dopatrzył się z językiem i podniebieniem niczego złego. Wprawdzie chodzę i biegam, ale czuje że nogi są coraz słabsze. W nocy mam problemy z oddychaniem i straszne koszmary, uczucie niedotlenienia. Przez cały czas towarzyszy temu wszystkiemu mgiełka umysłowa. Od listopada zauważyłem dziwną sztywność i ból wszystkich mięśni (łącznie z grzbietowymi), ale przede wszystkim łydek która utrudnia mi poruszanie się. Tym wszystkim objawom towarzyszy lęk i splątanie. Rodzina to wszystko zwala na nerwice (od 04.2012r. depresja żałobna po śmierci kuzyna), ja jednak widzę że coś naprawdę złego się dzieje. Zrobiłem już wszystkie możliwe badania łącznie z TSH, ANA, MRI , EEG, RTG płuc, szyi, próba tężyczkowa i boreliozą w teście WB. Cukier w normie. Poziom elektrolitów także. Nic. Lekarze odsyłają mnie od lekarza do lekarza. I tak oto byłem u kardiologa, laryngologa, neurologów, psychiatrów. Żaden lekarz nie jest w stanie mi pomóc. Dodam że leczony byłem psychiatrycznie, jednak bez skutku. Przez pół roku z obawy przed rozwojem choroby zaniechałem ćwiczeń fizycznych i czuje się strasznie osłabiony. Nie widzę po pół roku brania prochów żadnej poprawy...
W miesiącach lipiec-styczeń byłem już u kilku uznanych neurologów jednak oni w badaniach neurologicznych nie wyszukali się niczego złego. Jeden neurolog tylko napomknął żeby zrobić badanie na miastenię, inny profesor udowodnił mi silną nerwice. Czuję się w każdym bądź razie niemal z miesiąca na miesiąc coraz gorzej. Zdaje sobie sprawę że choroby neurologiczne (SM,SLA) trudno jest zbadać, ale czy jest możliwe by choroba nie była uchwytna w badaniu neurologicznym po siedmiu miesiącach trwania dolegliwości?