Witam,
od ponad miesiąca (a może nawet już 2 miesiące?) męczy mnie straszny kaszel. Na początku był to raczej kaszel mokry, jednak budziłam się wielokrotnie w nocy z duszącym suchym kaszlem. Wybrałam się do lekarza, który stwierdził zapalenie gardła, dostałam 3-dniowy antybiotyk i flegaminę, co poskutkowało jedynie tym, że kaszel zmienił się w typowo suchy. Wybrałam się po raz kolejny do lekarza, gdzie stwierdzono, że nic mi nie jest (osłuchowo ok, gardło ok), dostałam receptę na syrop wykrztuśny, jednak syrop się zdążył skończyć, zamienić kaszel znów w mokry i nic poza tym. W tej chwili nie budzę się już w nocy, jedynie nad ranem się duszę dopóki dobrze nie odkaszlnę. W ciągu dnia kaszlę co chwilę, wydzielina się odrywa (jest koloru białego) ale nie jest tak naprawdę w ogóle lepiej. Myślę nad pójściem do lekarza po raz trzeci jednak obawiam się, że znów usłyszę, że nic mi nie jest i dostanę kolejny drogi lek, który nic mi nie pomoże. Jestem już naprawdę zmęczona ciągłym kaszlem, który nie raz nasila się do tego stopnia, że wywołuje odruch wymiotny (choć nie wymiotuję...a może to pomogło by się pozbyć wydzieliny?). Błagam o pomoc! co to może być? czym może być spowodowane? co mi pomoże pozbyć się w końcu kaszlu?