Witam,
Mam 14 lat i miesiączkuję od 3,5 roku. Zawsze byłam dość pulchna, ale na początku 6 klasy podstawówki dość mocno schudłam. Zaczęłam uprawiać sporty, ale też trochę ograniczyłam jedzenie, no i gwałtownie urosłam. Przy wzroście 168/69 ważyłam 48/49 kg. Przez pewnien czas wazylam nawet 46 kg, ale wtedy zanikła mi miesiączka, więc przytyłam. Jak wiadomo była zima i przytyłam do 53 kg, ale też urosłam do 171cm. Przyznam szczerze- średnio spodobała mi się moja waga. Ograniczyłam troszkę jedzenie i chyba nawet trochę schudłam (nie wiem czy na pewno, bo waga mi się zepsuła). To było we ferie. Ale po feriach zaczęła sie szkoła i nieregulane jedzenie. Wracam do domu o roznych godzinach, więc to było nieuniknione. Poza tym popełniałam duże błędy żywieniowe- jednego dnia jadłam mniej i prawidłowo, a drugiego jadłam straszne dużo, albo obiady jadłam w odpowiedniej ilości,a na kolację zjadałam co wpadnie mi w ręce. No i niestety tak jest do teraz. Ale przejdźmy do sedna- 8 dni temu powinnam dostać okres. Co gorsze- nie mam żadnych objawów zwjastujących jego nadejście. Nie mam bólów brzucha, nadwrażliwych piersi i nawet nie jestem jakoś specjalnie napięta i zestresowana. Jedyne co to może mam większy apetyt. Niestety nie mam wagi, by kontrolować moją wagę (wiem mniej więcej przy jakiej wadzę lub bmi zanika mi miesiączka), a nie chcę tyć "na czuja", bo spóźnia mi się okres. Dodam jeszcze, że moja sylwetka nie wygląda jak przy mojej wadze przed zimą (48/49), a wygląda trochę 'pełniej'. Bardzo proszę o radę. Czy brak miesiączki jest spowodowany moim, może zbyt gwałtownym, schudnięciem? Czy może moją niezbilansowaną i nieregularną dietą?