W marcu tego roku, całkiem przypadkiem wykryto u mnie guza na lewej nerce. Tomograf komputerowy potwierdził diagnozę, iż jest to faktycznie guz wielkości 4 cm. W tej sytuacji nie czekając na wydłużone terminy do lekarzy specjalistów w ramach NFZ, zaczęłam prywatnie zasięgać rady urologów i nefrologa. Wszyscy zgodnie twierdzili, że guz tak wcześnie wykryty, daje duże szanse na wyleczenie. 14 maja tego roku, w dobrej klinice urologicznej przeszłam operację usunięcia guza. Przed operacją podpisałam zgodę na to, że w razie najmniejszego zagrożenia, zgadzam się na usunięcie guza wraz z nerką. Operacja przebiegła pomyślnie i co bardzo mnie ucieszyło pozostawiono nerkę. Siódmego czerwca br. kazano zgłosić mi się do poradni urologicznej, w celu kontroli i odebrania wyniku histopatologicznego. Byłam dobrej myśli i odrzucałam od siebie negatywne emocje. 28 maja poszłam do lekarza rodzinnego o skierowanie do chirurga, gdyż mijała dziesiąta doba od operacji i należało ściągnąć szwy. Na skierowaniu pisało "Nowotwór złośliwy nerki z pominięciem miedniczki nerkowej (C64)" Cały świat mi się zawalił, bo to zabrzmiało dla mnie jak wyrok śmierci. Cały czas byłam pewna, że może być dobrze i święcie w to wierzyłam. Nie wiem jak ja będę funkcjonowała dalej i od wczoraj życie straciło dla mnie sens.