Mam 18 lat. Jestem zwykle uśmiechnięta i wesoła ale bywają dni, że naprawdę na niczym mi nie zależy.
Pewnej zimowej niedzieli stwierdziłam, że dłużej ze sobą nie wytrzymam i sięgnęłam do apteczki z lekami. Pod rękę wpadł mi acodin. Zażyłam 7 tabletek po czym weszłam na internet sprawdzić co to w ogóle jest. Przez chwile myslałam, że to mnie zabije i nie zdążę się pożegnać z bliskimi ale uspokoiłam się kiedy przeczytałam, że acodin nie jest groźny. Nawet byli tacy co łykali 100 tabletek dla zabawy. Stwierdziłam, że w takim razie nic mi nie będzie.
Po godzinie poszłam z chłopakiem do sklepu. Gdy weszliśmy do środka zrobiło mi się niedobrze i dosyć mocno zakręciło w głowie. Podpierałam się półki i ze zdziwieniem obserwowałam jak wszystko wkoło "pływa".
Nie pamiętam co było potem. Z poniedziałku pamiętam tylko, że przyjechało po mnie do szkoły pogotowie, ponieważ leżąc miałam 130 puls i jeszcze jakieś tam objawy.
Nie przyznałam się nikomu do acodinu.
Od tego czasu minęło sporo dni ale jakże dziwnych.
Parę dni po tym wydarzeniu, wieczorem, kiedy kładłam się spać miałam wrażenie, że półki "skaczą" a lampa przybierała dziwnych kształtów. Gdy zamykałam oczy widziałam błyski tak jakby ktoś obok robił mi zdjęcia.
Na drugi dzień miałam podobne objawy jak wtedy po acodinie. Zdziwiłam się ponieważ nic nie brałam.
Początkowo takie "acodinowe ataki" trwały 1-2 godziny, ale teraz mam je nawet po kilka dni.
Dwa razy robiłam EEG, nawet 2 tyg leżałam w szpitalu na neurologii... Zrobili mi rezonans, badanie dopplera i nic nie wykryli. Wygląda na to, że nie uszkodziłam mózgu.
Objawy się nasilają, byłam u lekarza rodzinnego, który kazał zrobić badania TSH, krwi, moczu, kału ale wyniki były idealne. Nie mam pojęcia co robić dalej, gdzie i do kogo z tym iść...
Objawy takiego ataku:
Zaczyna się drgawkami, robi mi się zimno, wzrasta temperatura, tętno i ciśnienie krwi. Potem robię się "lekka", mam wrażenie, że prawie nie stykam się z ziemią. Kręci mi się w głowie, obraz faluje, szczęka jest "sztywna" przez co z trudem mówię, słyszę ciągły pisk w uszach, następnie dźwięki z otoczenia spowalniają i dosyć szybko tracę świadomość (ale nie zawsze). Kiedy odzyskuje świadomość źrenice mi bardzo pulsują (patrząc w lustro przy jednakowej odległości i oświetleniu), są ogromne (prawie nie widać tęczówki i w ułamku sekundy stają się małe jak głowka od szpilki i tak ciągle, jak gdyby nie mogły się zdecydować czy jest jasno czy ciemno.
Tydzień temu podczas ataku, wyszłam na lekcji przez okno i stwierdziłam, że chcę latać. Było to na 2 piętrze. Stałam na cienkim parapecie z blachy... Na szczęście mnie zciągneli.
Coraz częściej widzę te błyski (nie musi być ciemno). Dodam, że od 2 lat mam stany depresyjne i nerwice, nie wiem czy to coś zmienia.
Nie wiem co robić, czy acodin mi czegoś nie uszkodził i dlaczego po takiej małej dawce straciłam świadomość i nie wiedziałam co robię?