Witam. Mam na imię Marlena, mam 22 lata. Pisze tu, bo dopiero dziś uzmyslowilam sobie, ze potrzebuje pomocy. Otóż moje życie codzienne jest bardzo monotonne, mieszkam poza granicami Polski, razem z chłopakiem przyjechaliśmy do Anglii w lipcu ubiegłego roku. W Polsce nie układało nam sie dobrze, zaczęllo sie od głupich odzywek, żartów . Pózniej to słownictwo było juz codziennością. Brak szacunku przede wszystkim. Zanim poznaliśmy sie, byłam spokojna dziewczyna, uczyłam sie w szkole średniej. Pózniej szkoła poszła w odstawke, liczył sie on, i to by być ciagle razem. Rzucilam szkole, znalazłam prace w barze. Masakra przez prawie 2 lata. Imprezy, zazdrosc, trawa i pierwsze psychiczne problemy. Zaczęłam sie ciąć po każdej ostrej kłótni, dawało mi to ukojenie. To ja zawsze próbowałam rozmawiać, coś wyjaśniać, ale z nim sie nie da. Nie ma dla mnie szacunku. Wyzywa mnie. Tak w amoku podarowalam sobie na pamiątkę 6 blizn na zewnętrznej stronie ręki (od nadgarstka w górę). Teraz mając 22 lata muszę to ukrywać. Na wewnętrznej stronie, gdzie są żyły mam rownież mnóstwo bladych malowidocznych blizn. I tak to było, żadnej pomocy psychologa ni nikogo, zostałam z tym sama, nawet nie myślałam ze to chore. Następnie propozycja wyjazdu do Anglii, w miedzy czasie mnóstwo kłótni i tak zwanych gróźb ze to juz koniec. Myślałam, ten wyjazd dobrze nam zrobi. Nowy kraj, nowi ludzie. Raz było dobrze, raz zle. Tesknilam za rodzina, najbardziej za mama. W chwili smutku nie miałam z kim porozmawiać, brak znajomych. Zamykalam sie po cichu w sobie. Wtedy wszystko zaczęło narastać we mnie, przy kłótniach nie padały juz tylko złe słowa, to była okropna nienawiść. zastanawiałem sie jak dwoje ludzi, którzy razem żyją mogą sie tak zachowywać. Gdzie szacunek? Blagalam, zmien choćby swoje odzywki, wtedy ja sie zmienię. W amoku rzucalam rzeczami, dziwne rzeczy sie ze mną działy których pózniej nie pamietalam. Bilam, szarpalam sie, chwytalam za szyje. A on jesc ze dopowiadal swoje, co mnie bardziej rozgoryczalo, wybuchalam. Wtedy musiałam coś sobie zrobić, uważałam ze wszystko jest moja wina. Znów zamykalam sie w sobie. W głowie miałam natłok okropnych myśli. Zaczęło sie przeliczanie w mojej głowie, literowanie, liczenie liter w danym słowie, powtarzanie alfabetu itp. W każdym lustrze wyglądałam trochę inaczej. Pogorszył mi sie wzrok, wszystko na co patrze traci za jakiś czas ostrość. Wymyślam długie historie z moim udziałem i zupełnie odkrywam sie wtedy od rzeczywistości. Budze sie i od razu zaczynam płakać, i taki humor mam przez cały dzień, nie wiem czemu. Nie mam pomocy z niczyjej strony. On niby chce pomoc ale gdy ja np. Ciagle płacze on zaczyna trzaskac szafkami, rzucać sie, jest bardzo nerwowy. Dlatego wole z tym być sam na sam. Ale nie daje juz z tym rady. Z każdym dniem czuje ze jest ze mną gorzej. Czasem nawet porozmawiać jest dobrze. Mamy nie chce martwić i tak ma wiele kłopotów. Czy ktoś mi podpowie co ze mną sie dzieje???