Cześć wszystkim.
Kilka słów wstępu. Kiedyś byłem osoba bardzo towarzyską. Potrafiłem się odnaleźć w każdym środowisku.
Obecnie po kilku traumach i życiu w stresie i złości przez 5 lat wycofalem się społecznie.
Na pewno mam nerwicę lękową a może i pewnie depresję.
Najgorsze jest zamyślanie się i odjeżdżanie myślami gdzieś daleko. Nie mogę być tu i teraz. Mam problemy z logicznym myśleniem.
Zmieniła mi się aparycja twarzy (zawsze miałem wyraz twarzy bandziora, kogoś kto wygląda jakby był zły) a teraz myślę że jest jeszcze gorzej. Rozmawiam z kimś i ten ktoś od razu nie podchodzi do mnie z sympatią. Mało tego ten ktoś (ogólnie ludzie których poznaje) są nastawieni do mnie negatywnie. Jak dodam do tego mój obecny stan w którym nie potrafię z tymi ludźmi rozmawiać bo ciągle jestem gdzieś myślami to wychodzi tragedia. Często sprzeczam się z ludźmi mimo że wcale tego nie chce. Mam wrażenie że mnie źle odbierają i kreują wyobrażenia na mój temat które są według mnie błędne. Myślę że jeśli mógłbym osiągnąć spokój wewnętrzny to mógłbym się bardziej skupić na tym żeby tworzyć lepsze relacje z ludźmi. Tego spokoju nie mogę osiągnąć a jest coraz gorzej. Jak zapanować nad myślami? Próbuje medytować Ale nie wychodzi mi. Ktoś miał podobny problem ? Ktoś kiedyś to pokonał?