Cześć, ostrzegam, że będzie to dość długa historia, więc osoby z syndromem tl;dr będą miały kłopot.

Wszystko zaczęło się jakieś 5 lat temu, gdy poszedłem do 1 klasy gimnazjum, jako, że byłem małomówny wiadomo co się działo. Po 2 miesiącach przeniosłem się do innej szkoły. Na początku było wszystko ok - ludzie wydawali się spoko etc. Jednak po kilku dniach pojawiła się fobia szkolna - polegała na ciągłym stresie, rano, po szkole, wieczorem, takie ciągłe napięcie związane ze szkoła, nie chodziło o nauczycieli, bo uczyłem się normalnie - to był taki irracjonalny lęk. Oczywiście pojawiła się depresja - na początku nie aż tak ciężka - tylko obniżony nastrój, świat bez kolorów etc. Jednak po paru kolejnych tygodniach zaczęło się naprawdę ostro - nie dość, że non stop byłem napięty po szkole z powodu fobii szkolnej (tak, po szkole, w szkole było ok ). Zaczęły się pojawiać koszmary, które miałem codziennie, przez 3 lata - 1)transseksualista w spódniczce dławiący się własną wątrobą, 2)wchodzę do łazienki, a tam na ścianach płaczące i śmiejące się twarze noworodków, w wannie zamordowany płód, w lustrze jest czarna postać - taka jakie rysowałem w tym okresie w swoich zeszytach - takiej czerni jeszcze nigdy w życiu nie widziałem 3) człowiek rekrutujący do sekty, gdy się nie zgodziłeś to używał piły mechanicznej i ludzie zamieniali się w zebry.
4)palenie ludźmi w piecu5)obserwowanie pociętego ciała, jak się rozkłada.
To takie przykłady, a takich snów przez 3 lata miałem ponad tysiąc. Miałem dziwne wizje w rzeczywistości, typu gdy czytałem kaczora donalda, to przez 0,5 sek., gdy mrugnąłem zobaczyłem kaczora płynącego w morzu krwi, miał takie ostre zęby i takiego przerażenia w oczach to ja nigdy w rzeczywistości nie widziałem. Potem się budziłem i świat nadal był taki sam, tyle, że nie widziałem już tych dziwnych rzeczy. To taki skrót 3 lat, teraz meritum sprawy.

2 lata temu wyleczyłem się z tego, ale oczywiście nie mogę być szczęsliwy, bo oczywiście życzliwy los nie może mi odpuścić - mój tata jest alkholikiem. Ma bardzo dobry zawód jako inżynier, a klepie biedę na samozatrudnieniu - obecnie mamy ponad 30 tys. długu. Do tego jest bezczelny, mówi, że "wspólnymi siłami" to spłacimy. Żal mi mojej mamy, bo musi jeździć do Niemiec, żeby utrzymać rodzinę i jeszcze spłacać długi, ona tak jak ja nic od życia nie ma. Dług będzie rosnąć, a ja jestem w ostatniej klasie szkoły średniej, ale jak to dalej tak się potoczy, to nie pójdę na studia (chcę iść na elektrotechnikę) to będę musiał spłacać długi za jego lenistwo, bo z takim zawodem to z łatwością można zarobić, ale większego nieudacznika życiowego, to ja nigdy nie widziałem. Do tego oczywiście szumi mi w głowie od 3 lat - non stop, przez cały dzień, byłem przez tydzień w szpitalu neurologicznym, ale nic nie wkyryli i wysłali mnie do psychiatry. Mam 18 lat, a życie mnie skopało na wielu płaszczyznach - w rodzinie lipa, ciągłe kłótnie w domu, tata ciągle pijany, mama załamana, ludzie tak samo, póki jest dobrze, masz poczucie humoru etc. to wszystko fajnie, ale wystarczy, że zaczynają się problemy (tutaj dużo by mówić), finanse - przez to nie mogę spokojnie żyć, bo nie wiem, czy za miesiąc lodówka będzie pełna, czy komornik nam nie wparuje do domu etc. miłosnym - dwa kosze, nerwica natręctw, brak jakiegokolwiek wsparcia to tyle...

Do życia przez ostatnie 2 lata motywowała mnie nadzieja, na to, że pójdę na studia, zdobędę pracę i wyrwę się z tego bagna, ale informacja o długu totalnie mnie załamała.
Liczę na waszą radę w sprawie tego co robić, iść na studia i męczyć się w tym "domu" kolejne 5 lat, po szkole średniej wyjechać za granicę, czy co?

PS Moje zeszytowe bazgroły z okresu 3-letniej depresji:
ImageShack® - Online Photo and Video Hosting