Czy jak słucham muzyki i kręcę się w kółko i wyobrażam sobie świat inny i w nim żyje jest już jakimś schorzeniem.
Trwa to różnie kilka minut albo przeszło godzinę
Dodam to iż jest to nałogiem od przeszło 10 lat, że kilkudniowa przerwa wywołuje u mnie dziwne reakcje.
Np coś mnie zaintryguje i zapragną bym to przeżyć.
Tudzież do tych reakcji są na przykład, że mi się zachce i tak albo mnie wzdrygnie, przejdą dreszcze, ścisk w żołądku.
Najbardziej jest mi do tego potrzebna muzyka gdyż przeżywam jakieś wyobrażone sceny podług jej rytmu i przekazu melodyjnego. Bez muzyki też daje rade.
Muzyka pomaga mi wejść w coś w rodzaju transu i nie pamiętam co robiłem tylko pamiętam co myślałem.
Jadąc samochodem lubię wpatrywać się w szybę i jak słucham muzyki to niczego nie pamiętam. Niczego co widziałem podczas jazdy. Jedyne co to wtedy jak coś mnie wyrwie jakiś silny bodziec albo przeskakuje mi na inny utwór. Może ma to też znaczenie, że pojazd musi być w ruchu.

Oprócz tego mam depresje nerwice kłopoty z kontaktem z ludźmi.
Przyczyny tych kłopotów rozgryzłem. Jednak bardzo ciężko jest je przełamać gdyż nie mam wsparcia.
Jestem w odwrocie na wszystkich frontach i nie mam gdzie się cofać.