Witam, nie wiem jak pomoc kumplowi, mysle ze powinien udać sie do psychiatry czy psychologa lecz on nie chce. Zacznijmy od tego, ze wszystko zaczelo sie od jego rozwodu kilka lat temu, dostal depresji i leczyl sie jakis czas (nie wiem jakie leki bral), bliscy sie od niego odwrocili bo jego zachowanie bylo wybuchowe i nie chcieli sie obracac w jego towarzystwie, mial male grono osob z ktorymi sie spotykal w tym mnie. Spedzalam z nim duzo czasu bo tego potrzebowal i wyciszal sie w znacznym stopniu przy mnie, w sumie z czasem wygladalo na to, ze wszystko wrocilo do normy, poszedl na studia, zaczal pracowac, nie mial problemu z wyjsciem do ludzi, impreze czy z zalatwieniem roznych spraw. Niedawno oznajmilam mu, ze nie bede miala dla niego tyle czasu i musimy ograniczyc nasze spotkania, powiedzial ze ok ale codziennie nekal mnie smsami abym sie z nim spotkala. Doszlo do tego ze zaczal mnie w pewnym sensie szantazowac, ze nie poradzi sobie w zyciu beze mnie i wszystko do niego wroci. Spotkalam sie z nim, wszystko wygladalo normalnie, do momentu kiedy chcialam wyjsc do domu. Nie chcial mnie wypuscic i doszlo do tego, ze się poszarpalismy troche, dostal jakiegos ataku, mial drgawki, nie mogl oddychac, plakal ale nie chcial abym wezwala pogogotowie wiec z nim przeczekalam to wszystko, jakies 20 minut to trwalo. Pozniej przepraszal, ze mnie tak potraktowal, ze nie chcial mnie w zaden sposob krzywdzic ale sam nie wie czemu sila chcial mnie zatrzymac, mowil, ze to bylo silniejsze od niego chociaz zdawal sobie sprawę ze tak sie nie robi. Po tym zdazeniu powiedzialam mu, ze powinien chyba udac sie do jakiegoś lekarza, potwierdzil, ze mam racje ale minal ponad miesiac i z tego co widze nie zamierza sie wybrac do specjalisty. Przestal chodzic na zajecia, w pracy wzial najpierw urlop, teraz zwolnienie, nie wychodzi praktycznie nigdzie wiec mysle ze wszystko wrocilo. Martwie sie o niego, caly czas prosi mnie o spotkanie ale wole tego unikac, boje sie, ze sytuacja sie powtorzy wiec mamy kontakt tylko telefoniczny. Wyglada to tak, ze probuje sie ze mna spotkac gdy ja odmawiam, mowi, ze nie ma po co zyc, ze nic beze mnie w zyciu nie osiagnie, ze jestem bezlitosna i go katuje, po czym mnie przeprasza za to co powiedział a za kilka dni sytuacja sie powtarza. Dodam rowniez, ze przy okazji jakiejs imprezy popalal trawke i zapewne dalej to robi ale nie zachowywal się po wypaleniu tego jakos agresywnie raczej powiedzialabym, ze mial dobry humor. Jak mu pomoc lub naklonic na wizyte u lekarza?