Witam serdecznie!
Bardzo proszę o pomoc lub chociaż o poradę co zrobić i gdzie się udać oraz jak się leczyć. Zacznę może od początku. Moja historia zaczęła się w marcu tego roku. Miałam przeziębienie, chore zatoki i kaszel, do tego wszystkiego opryszczka na buzi, gorączka pod 40tkę i pulsowanie oka i skroni. Oko myślałam, że mi rozsadzi, głowę też. To była moja pierwsza wizyta na pogotowiu. Dostałam Augumentin, niestety leczenie trwało ponad tydzień i poprawa też dopiero nastąpiła po 7 dniach. Leżałam jak nigdy wcześniej. Tydzień po tym wszystkim znów wrócił katar, pieczenie prawego oka, mała opryszczka na wardze i ogólnie bardzo dziwny ból głowy . Poszłam do rodzinnego po skierowanie do laryngologa - nie dał, dostałam kolejny Augumentin na 14 dni na "zatoki", potem Dalacin C. Było coraz gorzej. Był kwiecień. Umierałam z bólów głowy. Wydawało mi się, że rozsadzi mi czaszkę od środka, a ciśnienie było w normie. Brałam flukonazol i było nieco lepiej. W końcu, po kolejnym pogotowiu zrobili mi rtg zatok - nic, a stan coraz gorszy, zawroty głowy, brak sił, otępienie, zapominanie. Prawa skroń dalej pulsowała. Ból głowy straszny. Wyniki krwi ok, tomograf ok. Rodzinny skierował do szpitala. W szpitalu zrobili rezonans + angio, prześwietlenie kręgosłupa, badanie tarczycy i nic. Powoli ból się zmniejszał. Wyszłam ze szpitala z receptą na steryd. Po tygodniu wszytko wróciło i opryszczka na wardze również, poprosiłam rodzinnego o Heviran, kazał skonsultować z laryngologiem. Laryngolog zastosowała dawkę 800 mg x 4 przez 1 m-c potem zmniejszać. Wszystko ucichło jak ręką odjął. Heviran pomógł. Dwa tygodnie temu złapałam jakiegoś wirusa, ból gardła, zaraz po tym zatoki, przerwałam HEVIRAN, bo zaczęłam groprinosine i czosnek w dużej ilości, przeziębienie minęło, ale zagrzybiłam się nieco i wszystko wróciło, na początku pomagał flukonazol, ale tylko przez dwa pierwsze dni, znów wylądowałam na pogotowiu, nie mogłam sama iść, bo miałam takie zawroty głowy, na pogotowiu zbagatelizowali sprawę, wróciłam do domu. Wzięłam Heviran 800 mg wieczorem, bolało jeszcze całą noc, wzięłam rano 800 mg, było już lepiej... i tak aż do dziś. Biorę i funkcjonuję, tylko zastanawiam się, kto mnie do cholery zdiagnozuje! Robiłam sobie nawet boleriozę, ale kleszcza nie pamiętam, żeby mnie ugryzł. Wyszło, że nie mam. Skłaniam się ku tej cholernej opryszczce, ale co ja mam zrobić jak mnie nikt nie chce zdiagnozować. Ostatnio byłam nawet u neurologa prawie 100 km dalej, powiedział: proszę brać przez jeszcze kolejny miesiąc. Wcześniejszy to samo mówił. Wszystko się zgadza, bo ten lek mi pomaga, ale ja nawet nie mogę przerwać leczenia, bo wszystko wraca. Czy nie powinni zrobić mi punkcji płynu??? Sprawdzić po prostu. POMóżcie, doradźcie, cokolwiek