Ponad rok temu zaczęły się problemy z mężem, nadużywał alkoholu, pił po kryjomu, awanturował się, zdarzało się że wsiadał za kierownicę, raz chciał mnie uderzyć.. cyrk raz na miesiąc-dwa tygodnie, potem przeprosiny i powrót do normalności. Kiedy nie pił było nam super, był dla mnie dobry, wszystko układało się. Sytuacje te powtarzały się więc zagoniłam go do psychologa- jednego, drugiego.. Niestety bez jego przekonania do tych wizyt(pojedynczych), niewiele z nich wynikało. Obiecał pracować nad sobą. Ograniczyliśmy ilość alkoholu przy różnych okazjach. Jakiś czas było lepiej, widzę że poczynił pewne postępy- nie awanturuje się. Nadal jednak ukrywa przede mną alkohol, a gdy się zorientuję i jestem zła potrafi piwkować przez kilka kolejnych dni(skoro i tak jestem zła to bez różnicy czy za 3 schowane piwa czy za 15 kolejnych). Bardzo mi to przeszkadza bo staje się wtedy agresywny słownie, nieczuły, zrzuca winę na mnie, a ja przeczekuję ten czas i nie zbliżam się nawet bo nie wiem co mu strzeli do głowy. Po ostatniej takiej sytuacji stwierdzilam ze byc moze dobrym rozwiazaniem byloby skorzystanie z terapii z psychologiem, nie pojedynczej wizyty. Jestem zdania ze te zachowania mogą miec jakies glebsze podloze, mój mąż na co dzien jest kochającym wspaniałym człowiekiem. Gdy się pokłocimy i zaczyna pić jest okropny. Tu pojawia się problem bo jest bardzo niechetny takiej terapii. Ma złe doświadczenia z poprzednich wizyt i twierdzi że szkoda na to pieniędzy bo wszystko jest do wypracowania pomiędzy nami. Ja nie zgadzam się z tym, ponieważ rok próbuję cos "wypracować", ale rezultaty wciąż są za małe. Jest to temat między nami wymęczony i wciąż powtarzający się. Mąż uważa że nic mi się dzieje jeśli on pije po kłótni ze mną. Czy jest inna droga? Mozemy probowac poradzic sobie z tym inaczej?